Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babia Góra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babia Góra. Pokaż wszystkie posty

28 gru 2020

Rok 2020 na zdjęciach - Październik

   Rok 2020, pomimo, że inny niż wcześniejsze lata, był dla mnie wyjątkowy. Chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tylu kilometrów ile w tym roku. I oczywiście w rezultacie mam sporo zdjęć. Podjąłem próbę podsumowania roku zdjęciami - po jednym na miesiąc. Zdjęcia można podejrzeć na moim blogu na PeakD lub Publish0x. W obu 12 zdjęć i minimum komentarza (opisy w j.angielskim; przy okazji - ten drugi blog płaci za czytanie, warto się zarejestrować)

Tu postanowiłem wybrać po 3 zdjęcia na każdy miesiąc i trochę więcej o nich napisać. Posty będą publikowane przez ostatnich 12 dni roku.

Poprzednie miesiące:

Zdjęcie miesiąca

W październiku zrealizowałem pomysł, który mi od dłuższego czasu świtał w głowie - wschód słońca na Babiej Górze. 2:30h jazdy w nocy, 2:00h wejścia (z Krowiarek) przed świtem i pomysł zrealizowany. 'Mały' problem - akurat wiał halny, na Babiej zwany 'Orawiakiem' i wrażenia ze wschodu słońca były z tych ekstremalnych. Wiatr nie tylko wyrywał przedmioty z ręki, ale na Gówniaku wręcz posadził mnie na cztery litery. Nie chodźcie w odsłonięte partie gór gdy wieje halny...

Wschód słońca na Babiej Górze

Zdjęcia na podium

Październik obfitował w górskie przygody. W połowie miesiąca wybrałem się na Czerwone Wierchy w poszukiwaniu legendarnych widoków. Wierchy były jednak w chmurze i widoki mogłem sobie jedynie wyobrazić. Ale napotkane stado kozic było jak najbardziej realne. Powoli zbliżałem się by zrobić zdjęcie. Kozice niespiesznie się oddalały. Oprócz jednej - a może raczej jednego, szefa stada. Pozostał na straży i pozwolił zrobić sobie zdjęcie z bliskiej odległości.

Kozica (kozic?) na Czerwonych Wierchach

Trzecie zdjęcie przedstawia Tatry wyłaniające się z morza porannych chmur. Zdjęcie zrobione w Gorcach, między szczytem Lubań a przełęczą Studzionki. Ta wyprawa to był jesienny logistyczny majstersztyk

Tatry widziane z pasma Lubania


25 gru 2020

Rok 2020 na zdjęciach - Sierpień

  Rok 2020, pomimo, że inny niż wcześniejsze lata, był dla mnie wyjątkowy. Chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tylu kilometrów ile w tym roku. I oczywiście w rezultacie mam sporo zdjęć. Podjąłem próbę podsumowania roku zdjęciami - po jednym na miesiąc. Zdjęcia można podejrzeć na moim blogu na PeakD lub Publish0x. W obu 12 zdjęć i minimum komentarza (opisy w j.angielskim; przy okazji - ten drugi blog płaci za czytanie, warto się zarejestrować)

Tu postanowiłem wybrać po 3 zdjęcia na każdy miesiąc i trochę więcej o nich napisać. Posty będą publikowane przez ostatnich 12 dni roku.

Poprzednie miesiące:

Zdjęcie miesiąca

Sierpień to 11-dniowa wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim. Dużo górskich widoków; dużo wrażeń, różna pogoda. I dużo zdjęć. Do podsumowania wybrałem 2 wschody i 1 zachód słońca. Zdjęciem miesiąca jest ostatni wschód słońca na moim szlaku - Stożek Wielki. Słońce wschodzi znad pasma Skrzycznego.

Wschód słońca spod schroniska na Stożku

Zdjęcie na podium

W zestawieniu nie może zabraknąć Babiej Góry - Królowej Beskidów i najwyższego szczytu całego szlaku. Zdjęcia nie pochodzą jednak z samej Babiej Góry - wybrałem takie na których ta góra się prezentuje. Pierwsze to Babia Góra oświetlona zachodzącym słońcem i widziana z przełęczy Brona. Na drugim słońce wschodzi nad Babią Górą, a zdjecie zostało zrobione na szczycie Pilska.

Babia Góra z przełęczy Brona

Babia Góra z Pilska


3 paź 2020

Wschód słońca na Babiej Górze (i Orawiak w pakiecie)

Czegoś takiego w górach jeszcze nie przeżyłem. Huraganowy Orawiak (Wikipedia opisuje wiatr z punktu widzenia Tatr, na Babiej Górze to wiatr południowo-wschodni), który chyba chciał pozrzucać z góry amatorów jesiennego wschodu słońca. Babia Góra to na szczęście nie Tatry (tego samego dnia, 3.10.2020 prasa donosiła o kobiecie zdmuchniętej z grani Wołowca, skończyło się na szczęście na lekkich obrażeniach), ale na wszelki wypadek trzymałem się z dala od północnej krawędzi szczytu (jedynej z której można spaść). Około setki ludzi, stłoczonych jak uchodźcy za kamiennym murkiem zbudowanym na szczycie Babiej. Ubrani lub owinięci w co się dało. Ja miałem na sobie 4 warstwy odzieży, w tym dwie kurtki. Zrobienie zdjęcia wymagało wychylenia się za murek, co kończyło się uderzeniem wiatru w ciało i próbą wyrwania komórki. Pstryk i znowu za murek. Trochę wyglądaliśmy jak stado pingwinów - co chwilę ktoś wychodził do pierwszego rzędu, żeby mieć zdjęcie nie zasłonięte ludźmi, ale zaraz chował się w tłum a na przód wychodził inny śmiałek.

Mimo to warto było - szalony wyjazd w nocy na przełęcz Krowiarki i nocna wspinaczka. Wschód może nie był perfekcyjny, ale w każdym wschodzie jest niepowtarzalne piękno.

Po tym opisie na gorąco, pora na uporządkowanie wpisu i oczywiście zdjęcia. Pomysł kiełkował jakiś czas, ale wiedziałem, że prędzej czy później to zrobię - wschód słońca na Babiej Górze, Królowej Beskidów. Zaplanowałem sobotę 3.01.2020. Po deszczowym tygodniu miał przyjść południowo-wschodni wiatr i rozgonić chmury. Wiatr rzeczywiście przyszedł. Co prawda deszczowe rozgonił, ale przywiał nowe i wschód nie był klasyczny. Wciąż jednak piękny.

Jadę z Robertem, 3 innych chętnych się wykruszyło (i dobrze zrobili, doświadczenie okazało się ekstremalne). Wyjazd przed 1:00 w nocy, na Krowiarkach meldujemy się 3:20. Termometr pokazuje 14st, ale da się odczuć chłodny wiatr. Ubieramy się, zakładamy czołówki i punkt 3:30 ruszamy w drogę. Nie jesteśmy sami. Na parkingu zajęty jest cały rząd samochodów, my jesteśmy w drugim; zanim wyruszymy, parkują 3 kolejne.

Początek wspinaczki jest przyjemny. Ściągam nawet kurtkę, czapka nie jest potrzebna. To zmieni się po wyjściu ponad granicę lasu. Kosodrzewina daje trochę osłony, ale mamy przedsmak tego co czeka nas na długim paśmie szczytowym. Wiatr wieje z południowego wschodu, uderza nas więc z lewej, trochę od tyłu, czasami szlak minimalnie skręca i wtedy wiatr w twarz chce nas posadzić. Raz mu się udało, gdzieś w okolicach Gówniaka. Noc jest jasna, jest pełnia księżyca. Powyżej kosodrzewiny w zasadzie nie trzeba czołówek. Ale zdecydowanie trzeba się ubrać w kurtki, czapki, rękawiczki. Te pierwsze mam nawet dwie - letnia wiatrówka i druga, którą używam na jesienne i nawet zimowe wędrówki.

Daliśmy sobie 3h na wejście, ale Robert wchodzi w 1:15 a ja w 1:50 (latem w czasie GSB potrzebowałem 2:30). W efekcie jesteśmy na szczycie o godzinę za wcześnie. Jesteśmy wdzięczni za ustawiony na szczycie murek - wiatrochron, chowamy się za nim i czekamy.


Po długim oczekiwaniu pojawiają się pierwsze brzaski. Robienie zdjęć jest ekstremalnie trudne. Na otwartej przestrzeni wiatr chce wyrwać komórkę. Wpadam więc na pomysł robienia zdjęć zza murka - daje to nawet ciekawy efekt. Murek jest oświetlony czołówkami innych uczestników spektaklu.

Próba obserwowania spektaklu przed murkiem jest z góry skazana na niepowodzenie. Stosujemy rotację - zdjęcie z pierwszego rzędu widzów i chowamy sie w tłumie.



Chmury na wschodzie sprawiają, że nie widać kuli słońca wyłaniającej się zza horyzontu. Ale kolory nieba i gór są piękne, jedyny w swoim rodzaju. Robimy jeszcze kilka zdjęć i schodzimy czerwonym szlakiem w kierunku schroniska Markowe Szczawiny, w zamyśle gorące śniadanie.

Początek zejścia do łatwych nie należy. Wiatr spycha na bok. Wybieram więc drogę trochę na prawo od szlaku - jest trudniej, większe kamienie, ale przynajmniej jestem częściowo osłonięty od wiatru. Po zejściu z kamiennego rumowiska znowu uderza wiatr. Prosty odcinek szlaku, do granicy kosodrzewiny to walka o każdy krok. Gdy stoję, wiatr raczej nie ruszy moich 70kg. Ale gdy tylko krok się zachwieje na śliskich kamieniach, wiatr próbuje zepchnąć w prawo. Idę trochę zygzakiem, pewnie z góry to komicznie wygląda.

Od granicy kosodrzewiny robi się spokojniej. Schodzimy do Przełęczy Brona i decydujemy, że zamiast na śniadanie, pójdziemy się przywitać z Księżniczką Małą Babią Górą, a potem przez Żywieckie Rozstaje dojdziemy do schroniska. 

Jajecznica na kiełbasie smakuje rewelacyjnie. Ma podstawową zaletę - jest gorąca. W środku miejsc nie ma, więc musimy jeść na zewnątrz. Trzeba jeść szybko, zanim wiatr zdąży ją ochłodzić.

Schodzimy klasycznie, niebieskim szlakiem na Krowiarki. Schowani za górą, wychodzi słońce i turyści idący w górę w T-shirtach trochę dziwnie patrzą na nas, ciągle w czapkach i kurtkach. Zrzucamy niepotrzebną odzież i już bez przygód dochodzimy na parking, gdzie wita nas pan Parkingowy i kasuje należne 15zł. Wcześniej jeszcze zdjęcie tablicy pokazującej jak Babia Góra wygląda z czterech stron świata.

I gwoli formalności, mapka z trasą - można rzec babiogórski klasyk.

27 sie 2020

GSB - Etap 18: Literka Sponsor - "G"


Mój etap 18 w dużej części wiedzie wzdłuż granicy PL-SK i w związku z tym sponsorem zostaje 
literka "G" - jak Granica. Granica państwa konkretnie, bo o granicach nazewniczych czy kulturowych na GSB już miałem okazję. pisać. A przy okazji, jako, że lubuję się w historii, oryginalny Główny Szlak (wtedy Karpacki) w dużej części biegł pasmem granicznym, o czym można przeczytać w obszernym artykule o historii szlaku. Śladem przedwojennego szlaku jest ... czerwony szlak słowacki, biegnący od szczytu Okrąglik (gdzie nota bene spotyka się z naszym Głównym Szlakiem Beskidzkim) aż do Lackowej i okolic Muszyny.

Pierwsze spotkanie z granicą (PL-UA) miałem na Przełęczy Bukowskiej, czyli niedługo za początkiem etapu 1. Jeśli od znaku poniżej zboczymy 100m od szlaku, znajdziemy się w punkcie widokowym, z biało-czerwonymi i niebiesko-żółtymi słupkami. Zdjęcie obowiązkowe, ale oczywiście za słupek nie wychylam nosa. Nie można tego powiedzieć o mojej komórce, która przełącza się na operatora ukraińskiego. Kiedy później robię zdjęcia w okolicach przełęczy pod Haliczem, podróżuję w czasie  - zdjęcia zrobione później mają wcześniejszy timestamp (podłączenie do operatora ukraińskiego przestawia mi zegar w komórce o godzinę do przodu, potem wracam do czasu polskiego).


Idąc na zachód zostawiamy "na chwilę" granicę by ponownie jej dotknąć pomiędzy Smerekiem a Cisną na etapie 3. Tym razem jest to granica ze Słowacją. I tu ciekawostka - "nasz" czerwony GSB spotyka się ze słowackim czerwonym szlakiem. Słowacy znaczą szlaki tak jak my - biało-[kolor]-białe oznakowanie, odległość podawana w średnim czasie przejścia i podobnie jak my najdłuższe szlaki znaczą na czerwono (przy okazji, czeskie oznaczenia są inne, o tym dalej). Co ciekawe, ten czerwony szlak słowacki biegnie ok 200km wzdłuż granicy od Krzemieńca aż w okolice Wysowej. Po drodze, na Przełęczy Dukielskiej łączy się z najważniejszym słowackim szlakiem (też czerwonym) - Szlakiem Bohaterów (Cesta hrdinov SNP)


My oczywiście idziemy naszym GSB i na bardzo długo zostawiamy granicę po lewej stronie. Kolejny punkt styczny to dopiero Babia Góra (dla mnie etap 17). Szczyt Diablak jest szczytem granicznym. 


Ale o granicy - zupełnie innej - przypominają nam granitowe słupki z literkami D i S gdzieniegdzie wkomponowane w "schody" wiodące z Przełęczy Krowiarki. To pozostałość z czasów okupacji i granicy między Rzeszą Niemiecką (D) i Słowacją (S).



Granica towarzyszy mi do Przełęczy Brona, skąd odchodzi na Małą Babią. 


Ja schodzę do Markowych Szczawin, by z granicą spotkać się ponownie następnego dnia, a konkretnie na Żywieckich Rozstajach





Z Żywieckich Rozstajów idziemy granicą (chwilowo wręcz ZA granicą) aż do Lasu Suchowarskiego pod Pilskiem. GSB niestety pomija Pilsko i trawersem idzie do schroniska na Hali Miziowej. Ja to "przeoczenie" nadrabiam i to podwójnie - wchodząc na Pilsko na zachód i następujący po nim wschód słońca. Z tego powodu dodałem Pilsko do "Szczytów Dnia"  - szkoda byłoby nie dzielić się pięknymi zdjęciami! (wszystkie inne szczyty dnia to najwyższe szczyty na GSB na danym etapie).

Od Lasu Suchowarskiego odbijamy od granicy ze Słowacją by już więcej się do nie zbliżyć. Następnym punktem granicznym będzie szczyt Kiczory pod Stożkiem (mój etap 20), gdzie spotykamy Republikę Czeską (przy okazji, Czesi życzą sobie by w j.angielskim mówić "Czechia"). 


W Schronisku na Stożku jest mieszana obsługa. Następnego dnia (etap 21) pierwsza część wiedzie wzdłuż granicy (przy okazji zaimportowałem czeskie maliny) aż do szczyty Wielkiej Czantorii. 


I tu trochę o czeskim sposobie oznakowania szlaków. Czesi, w przeciwieństwie do nas i Słowaków, na tabliczkach umieszczają odległości w km. Dla mnie w górach to jest bez sensu - jeśli nie wiem jaki jest teren, informacja, że do celu mam 6km absolutnie nic mi nie daje. Może to być lekki spacer poniżej godziny (na płaskim chodzę zwykle w tempie 9:30min na km), a równie dobrze może to być wspinaczka na 3 godziny (np. z Krowiarek na Babią jest 4,5km, a czas wejścia to ok 2h). No cóż, co kraj to obyczaj.


25 sie 2020

GSB - Etap 17: Literka Sponsor - "B"


Sponsorem etapu 17, tego z Babią Górą, jest oczywiście literka "B" jak Babia Góra ale też jak całe Beskidy (w tym Bieszczady).

Wg Wikipedii:

Beskidy (cz.słow. Beskydyukr. Бескидиang. Beskidsniem. Beskiden) – grupa pasm górskich w łańcuchu Karpat, rozciągająca się od rzeki Beczwy na zachodzie (Czechy) po rzekę Czeremosz (Ukraina) na wschodzie. Szerokość Beskidów wynosi 50–70 km, a ich długość ok. 600 km.


W ramach Głównego Szlaku Beskidzkiego, idąc od wschodu, przemierzamy następujące partie Beskidów (uwaga - najwyższe szczyty na mojej liście to szczyty znajdujące się na GSB, stąd np. Halicz zamiast Tarnicy).

1) Bieszczady - Halicz, 1333m n.p.m. Najbardziej kojarzone z Połoninami i chyba góry, które najbardziej zapisały się w wyobraźni masowej ("bieszczadzkie marzenie", "rzucić wszystko i jechać w Bieszczady"). GSB był dla mnie okazją do pierwszej w życiu wizyty w Bieszczadach i zapamiętam przede wszystkim szerokie panoramiczne widoki w większości niezmącone zabudowaniami.

zdjęcie zrobione gdzieś pod Haliczem

2) Beskid Niski - Kozie Żebro, 847m n.p.m. Chyba "najdziksze" góry w Polsce, jeśli "dzikość" mierzymy liczbą spotkanych wędrowców na szlaku czy odległościami między "punktami cywilizacji". Piękna Bieszczad spodziewałem się, Beskid Niski odkrywałem dla siebie i jestem nim zafascynowany. Mam kilka powodów - historyczne bogactwo (Łemkowie, polscy osadnicy z Zaolzia w Wisłoczku i Puławach, pamiątki po I i II Wojnie Światowej, w tym zaskakujący cmentarz "Rotunda"), góry niskie, ale moją jedyną "ścianą płaczu" na GSB była Cergowa i długie odcinki, gdy byłem na szlaku sam (ja to cenię, ale nie dla wszystkich jest to atrakcją...).

Polak, Łemko i Żyd w lesie pod Rymanowem Zdr.

3) Beskid Sądecki - Radziejowa, 1262m n.p.m. Po błotach w Beskidzie Niskim, Sądecki był suchy. To od tego Beskidu zacząłem wędrówkę "jednym ciągiem" (wcześniejsze odcinki pokonywałem weekendami), więc tu tak naprawdę zaczęła się przygoda.W pierwszym schronisku (Hala Łabowska) prąd od 19:30, ciepła woda od 18:00 i zimne naleśniki z serem na śniadanie.

Widok ze schroniska na Przehybie

4) Gorce - Turbacz, 1310m n.p.m. W Gorcach na 30km od Krościenka na Turbacz trzy razy zmieniałem koncepcję ubrania (deszcz, zimna chmura, upał). Tu spodziewałem się najlepszych widoków na całym szlaku, ale widok ze schroniska na Turbaczu przy śniadaniu sprawił, że planuję powrót, 2 dni - celuję w Złotą Polską Jesień [Edit: tu można sprawdzić z jakim skutkiem]. Tym bardziej, że moja poprzednia wizyta również pogodą nie rozpieszczała - ale za to poznałem Magiczne Gorce

Widok ze schroniska na Turbaczu

5) Pogórze Orawsko-Jordanowskie (wg Kondrackiego była to Kotlina Rabczańska). Nie wiem, czy miejscowości takie jak Rabka Zdr, Jordanów czy Skawa są zadowolone z awansu  z Kotliny do Pogórza. Dobra, dość dywagacji :-) Dla mnie najbardziej asfaltowy odcinek przygody z GSB i jestem wdzięczy za zachmurzone niebo i temperatury znacznie poniżej 20st.

Wędrowiec spotkany na GSB pod Wysoką

6) Beskid Żywiecki - Babia Góra, 1725m n.p.m. To po Beskidzie Śląskim drugi najlepiej przeze mnie poznany Beskid. Są tam miejsca, takie jak Rycerzowa, gdzie krzyżuje się tyle szlaków, że w ciągu jednego roku (2019) byłem tam 5 razy i za każdym razem inaczej (dwie pętle w poście o dwóch porach roku w ciągu dwóch dni). W Beskidzie Żywieckim byłem wdzięczny za dwa wschody i trzy zachody słońca w ciągu 4 dni i słońce złapane w palce.
Wg. najnowszej regionalizacji Polski w Geographia Polonica, Beskid Żywiecki nazywa się teraz Beskidem Żywiecko-Orawskim.

Wschód słońca na Pilsku, Babia Góra i autor

6a) Beskid Makowski (wg Kondrackiego) - Mędralowa, 1169m. n.p.m. Mędralowa była klasyfikowana przez Kondrackiego jako część Pasma Przedbabiogórskiego w Beskidzie Makowskim. Myślę, że Mędralowej to nie przeszkadzało, ma przecież za sąsiadów dwa najwyższe szczyty Beskidu Żywieckiego (Babia Góra i Pilsko), a dzięki klasyfikacji profesora Kondrackiego była najwyższym szczytem Beskidu Makowskiego. Ale niestety wg regionalizacji z 2018, Mędralowa wróciła do Beskidu Żywieckiego...

Szczyt Mędralowej

7) Beskid Śląski - Barania Góra, 1220m n.p.m. To Beskid najbardziej mi bliski, tu zaczynałem przygodę z górami. Myślę, że jako najbliższy wybaczy mi skąpy wpis w poście Beskidzkim... Ale za to dostanie dwa zdjęcia :-)

Wschód słońca ze schroniska na Stożku

Widok w okolicach Cieślara / Soszowa

19 sie 2020

GSB - Etap 17: Szczyt Dnia - Babia Góra

Tytuł Szczytu etapu 17 należy się oczywiście Babiej Górze, najwyższym szczycie na szlaku, Królowej Beskidów.

Abyś mógł, drogi Czytelniku i Czytelniczko, zrozumieć to co dalej napiszę, muszę się cofnąć sporo lat wstecz. 40 lat życia spędzone głównie na siedząco. W szkole byłem klasowym "grubaskiem", potem nie było lepiej. Praktycznie zerowa aktywność fizyczna. Były oczywiście pojedyncze wypady w czasie urlopów - góry mnie fascynowały - ale każda Barania Góra, Śnieżka czy Pilsko kończyły się zakwasami.

4 lata temu różne wydarzenia w życiu, w tym wypadek, spowodowały przestawienie jakiejś wajchy w mózgu i zacząłem regularnie chodzić po górach. 1-dniowe wypady w soboty, potem doszły wyjazdy na 3-4 dni (ale zawsze z bazą, więc każdy dzień wędrówki trzeba liczyć oddzielnie). Forma poprawiała się, kilogramów ubywało i góry zaczęły sprawiać coraz większą przyjemność. Nie, nie biegam w górach. I nie, nie przejdę 50km w górach. +30km to dla mnie dużo (ale możliwe).

I teraz wrócę do Babiej Góry. Pierwsze wejście 3 lata temu ze Slanej Vody, z dość liczną grupą. Dobra pogoda na dole, ale gdzieś na wysokości kosodrzewiny zaczęło mocno padać, temperatura spadła o dobre 15 stopni a na szczycie była taka mgła i było tak zimno, że nawet na fotkę nie mieliśmy ochoty. Przy schodzeniu mięśnie nad kolanami odmówiły współpracy i noga dosłownie mi się złożyła - nie była w stanie mnie utrzymać. Przyjaciele pomogli, jakoś doturlałem się na dół.

Drugi raz dwa lata temu. Lepsza pogoda, ale znowu dopadł nas deszcz. A gdzieś nad przełęczą Brona dostałem bolesnych kurczów łydek. Da się z tym iść, ale przyjemność wędrówki gdzieś znika między kolejnymi "auć".

Mamy rok 2020. Postanowiłem przejść GSB i oczywiście trzeba się zmierzyć z Babią Górą. Idąc od wschodu, pierwszy raz pojawiła się daleko na horyzoncie z pasma Jaworzyny Krynickiej. I każdy dzień wędrówki przybliżał mnie do niej. Wreszcie jest ten dzień - wychodzę z Hali Krupowej, na rozgrzewkę jest Polica. Zejście do Krowiarek, bilet BgPN i zaczynam. Upalny dzień, prawie samo południe. Idę wolno, ale rytmicznie. Serce bije, ale nie tak szalenie jak w 2017 i 2018. Pot się leje, ale to bardziej z upału niż wysiłku. Mam czas by zrobić zdjęcia w miejscach gdzie drzewa się przerzedzają i mam czas żeby wychwycić dawne słupki graniczne między nazistowskimi Niemcami a Słowacją, które są użyte jako ... schody na szlaku.(D jak Deutschland - okupowanej Polski nie było na mapie i S jak Slovensko).




Wyprzedza mnie rodzinka - rodzice 40+ i dziewczynka 11-12 lat. Biegnie jak kozica, tatuś dziarsko kroczy i wymijają mnie. Ale jakoś wiem, że na szczycie będę przed nimi. I rzeczywiście - po chwili mijam ich zziajanych na odpoczynku a na szczycie mój spokojny rytm okazuje się efektywniejszy niż ich zrywy i częste postoje.




Na szczycie dalej jest ładna pogoda. Są oczywiście kłębiaste chmury "baby" (to od nich wzięła się nazwa góry). Jest oczywiście chłodniej niż na Krowiarkach (pamiętajcie o tym gdy idziecie na zachód słońca!).

Schodzę do schroniska w Markowych Szczawinach. Nic nie boli, nic nie doskwiera. Babia Góra zdobyta w dobrej formie i tym razem nie kaprysiła z pogodą. Po kolacji decyduję się więc wejść jeszcze raz - na zachód słońca. Plany trochę krzyżuje mi narastający konflikt  o lepsze miejsce w żołądku między plackiem po węgiersku a sernikiem... Pogodzenie obu zajmuje mi trochę czasu i zdaję sobie sprawę, że na szczyt Diablak nie zdążę. Ale przecież Mała Babia jest szczytem zachodnim - z Markowych bliżej, a widok prawie ten sam - a nawet lepszy, bo z przełęczy Brona widzę Diablak skąpany w czerwieni (i jestem jedynym widzem!).




Jestem przygotowany na chłód (po zachodzie momentalnie robi się zimno) i ciemność (zejście do Markowych jest przez las). Przerobiłem "czołówkę" na "biodrówkę" - szlak znam, w zasadzie nie da się z niego zejść, a ważniejsze jest dobrze widzieć kolejny krok żeby nie potknąć się o wystający kamień czy korzeń. I tu napada mnie refleksja - jeśli wiemy dokąd w życiu idziemy, nie musimy mieć widoczności po horyzont, wystarczy światło na kolejny krok. Jak mówi autor Psalmu 119:
Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim.


Na koniec - następny dzień to Hala Miziowa. Wchodzę wieczorem na szczyt Pilska na zachód słońca. A kolejnego ranka jeszcze raz na spektakl pt "Wschód Słońca" - i wtedy Babia Góra występuje w głównej roli żeńskiej.



Potem jest jeszcze przymglony w upalny dzień widok z Baraniej Góry.