Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przełęcz Brona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przełęcz Brona. Pokaż wszystkie posty

28 sie 2020

GSB - Etap 19: Literka Sponsor - "Ż"


W etapie 19, Hala Miziowa - Węgierska Górka szedłem dobrze mi znanym fragmentem Beskidu Żywieckiego. A że wszystko co ważne ma w sobie "Ż", sponsorem odcinka zostaje literka "Ż".

Beskid Żywiecki został w 2018r podzielony w nowej regionalizacji kraju na dwa - Beskid Żywiecko-Orawski (od Babiej Góry do Krawców Wierchu) oraz Żywiecko-Kysucki (okolice Zwardonia i pasmo Rycerzowej).

Niezależnie jak się nazywa i jaki ma numerek na mapie regionów, Beskid Żywiecki w czasie GSB będzie mi się dobrze kojarzył. Po kilku dniach z pochmurnym niebem i mgłami, jak tylko wszedłem w pasmo Policy, wyszło słońce i tak już było do końca mojej wędrówki. Może dlatego, że jest moim ulubionym Beskidem - schodziłem tu wiele szlaków - Beskid Żywiecki postanowił wynagrodzić wierność i pokazać, że po dalekich Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Beskidzie Sądeckim i Gorcach oraz Pogórzu Orawsko-Jordanowskim, warto wrócić do tego co bliskie i znane. Jestem za to niezmiernie wdzięczny - miałem okazję oglądać sekwencję zachodów i wschodów słońca:

zachód słońca na Hali Krupowej

wschód na Hali Krupowej

zachód na Przełęczy Brona

zachód na Pilsku

wschód na Pilsku

27 sie 2020

GSB - Etap 18: Literka Sponsor - "G"


Mój etap 18 w dużej części wiedzie wzdłuż granicy PL-SK i w związku z tym sponsorem zostaje 
literka "G" - jak Granica. Granica państwa konkretnie, bo o granicach nazewniczych czy kulturowych na GSB już miałem okazję. pisać. A przy okazji, jako, że lubuję się w historii, oryginalny Główny Szlak (wtedy Karpacki) w dużej części biegł pasmem granicznym, o czym można przeczytać w obszernym artykule o historii szlaku. Śladem przedwojennego szlaku jest ... czerwony szlak słowacki, biegnący od szczytu Okrąglik (gdzie nota bene spotyka się z naszym Głównym Szlakiem Beskidzkim) aż do Lackowej i okolic Muszyny.

Pierwsze spotkanie z granicą (PL-UA) miałem na Przełęczy Bukowskiej, czyli niedługo za początkiem etapu 1. Jeśli od znaku poniżej zboczymy 100m od szlaku, znajdziemy się w punkcie widokowym, z biało-czerwonymi i niebiesko-żółtymi słupkami. Zdjęcie obowiązkowe, ale oczywiście za słupek nie wychylam nosa. Nie można tego powiedzieć o mojej komórce, która przełącza się na operatora ukraińskiego. Kiedy później robię zdjęcia w okolicach przełęczy pod Haliczem, podróżuję w czasie  - zdjęcia zrobione później mają wcześniejszy timestamp (podłączenie do operatora ukraińskiego przestawia mi zegar w komórce o godzinę do przodu, potem wracam do czasu polskiego).


Idąc na zachód zostawiamy "na chwilę" granicę by ponownie jej dotknąć pomiędzy Smerekiem a Cisną na etapie 3. Tym razem jest to granica ze Słowacją. I tu ciekawostka - "nasz" czerwony GSB spotyka się ze słowackim czerwonym szlakiem. Słowacy znaczą szlaki tak jak my - biało-[kolor]-białe oznakowanie, odległość podawana w średnim czasie przejścia i podobnie jak my najdłuższe szlaki znaczą na czerwono (przy okazji, czeskie oznaczenia są inne, o tym dalej). Co ciekawe, ten czerwony szlak słowacki biegnie ok 200km wzdłuż granicy od Krzemieńca aż w okolice Wysowej. Po drodze, na Przełęczy Dukielskiej łączy się z najważniejszym słowackim szlakiem (też czerwonym) - Szlakiem Bohaterów (Cesta hrdinov SNP)


My oczywiście idziemy naszym GSB i na bardzo długo zostawiamy granicę po lewej stronie. Kolejny punkt styczny to dopiero Babia Góra (dla mnie etap 17). Szczyt Diablak jest szczytem granicznym. 


Ale o granicy - zupełnie innej - przypominają nam granitowe słupki z literkami D i S gdzieniegdzie wkomponowane w "schody" wiodące z Przełęczy Krowiarki. To pozostałość z czasów okupacji i granicy między Rzeszą Niemiecką (D) i Słowacją (S).



Granica towarzyszy mi do Przełęczy Brona, skąd odchodzi na Małą Babią. 


Ja schodzę do Markowych Szczawin, by z granicą spotkać się ponownie następnego dnia, a konkretnie na Żywieckich Rozstajach





Z Żywieckich Rozstajów idziemy granicą (chwilowo wręcz ZA granicą) aż do Lasu Suchowarskiego pod Pilskiem. GSB niestety pomija Pilsko i trawersem idzie do schroniska na Hali Miziowej. Ja to "przeoczenie" nadrabiam i to podwójnie - wchodząc na Pilsko na zachód i następujący po nim wschód słońca. Z tego powodu dodałem Pilsko do "Szczytów Dnia"  - szkoda byłoby nie dzielić się pięknymi zdjęciami! (wszystkie inne szczyty dnia to najwyższe szczyty na GSB na danym etapie).

Od Lasu Suchowarskiego odbijamy od granicy ze Słowacją by już więcej się do nie zbliżyć. Następnym punktem granicznym będzie szczyt Kiczory pod Stożkiem (mój etap 20), gdzie spotykamy Republikę Czeską (przy okazji, Czesi życzą sobie by w j.angielskim mówić "Czechia"). 


W Schronisku na Stożku jest mieszana obsługa. Następnego dnia (etap 21) pierwsza część wiedzie wzdłuż granicy (przy okazji zaimportowałem czeskie maliny) aż do szczyty Wielkiej Czantorii. 


I tu trochę o czeskim sposobie oznakowania szlaków. Czesi, w przeciwieństwie do nas i Słowaków, na tabliczkach umieszczają odległości w km. Dla mnie w górach to jest bez sensu - jeśli nie wiem jaki jest teren, informacja, że do celu mam 6km absolutnie nic mi nie daje. Może to być lekki spacer poniżej godziny (na płaskim chodzę zwykle w tempie 9:30min na km), a równie dobrze może to być wspinaczka na 3 godziny (np. z Krowiarek na Babią jest 4,5km, a czas wejścia to ok 2h). No cóż, co kraj to obyczaj.


19 sie 2020

GSB - Etap 17: Szczyt Dnia - Babia Góra

Tytuł Szczytu etapu 17 należy się oczywiście Babiej Górze, najwyższym szczycie na szlaku, Królowej Beskidów.

Abyś mógł, drogi Czytelniku i Czytelniczko, zrozumieć to co dalej napiszę, muszę się cofnąć sporo lat wstecz. 40 lat życia spędzone głównie na siedząco. W szkole byłem klasowym "grubaskiem", potem nie było lepiej. Praktycznie zerowa aktywność fizyczna. Były oczywiście pojedyncze wypady w czasie urlopów - góry mnie fascynowały - ale każda Barania Góra, Śnieżka czy Pilsko kończyły się zakwasami.

4 lata temu różne wydarzenia w życiu, w tym wypadek, spowodowały przestawienie jakiejś wajchy w mózgu i zacząłem regularnie chodzić po górach. 1-dniowe wypady w soboty, potem doszły wyjazdy na 3-4 dni (ale zawsze z bazą, więc każdy dzień wędrówki trzeba liczyć oddzielnie). Forma poprawiała się, kilogramów ubywało i góry zaczęły sprawiać coraz większą przyjemność. Nie, nie biegam w górach. I nie, nie przejdę 50km w górach. +30km to dla mnie dużo (ale możliwe).

I teraz wrócę do Babiej Góry. Pierwsze wejście 3 lata temu ze Slanej Vody, z dość liczną grupą. Dobra pogoda na dole, ale gdzieś na wysokości kosodrzewiny zaczęło mocno padać, temperatura spadła o dobre 15 stopni a na szczycie była taka mgła i było tak zimno, że nawet na fotkę nie mieliśmy ochoty. Przy schodzeniu mięśnie nad kolanami odmówiły współpracy i noga dosłownie mi się złożyła - nie była w stanie mnie utrzymać. Przyjaciele pomogli, jakoś doturlałem się na dół.

Drugi raz dwa lata temu. Lepsza pogoda, ale znowu dopadł nas deszcz. A gdzieś nad przełęczą Brona dostałem bolesnych kurczów łydek. Da się z tym iść, ale przyjemność wędrówki gdzieś znika między kolejnymi "auć".

Mamy rok 2020. Postanowiłem przejść GSB i oczywiście trzeba się zmierzyć z Babią Górą. Idąc od wschodu, pierwszy raz pojawiła się daleko na horyzoncie z pasma Jaworzyny Krynickiej. I każdy dzień wędrówki przybliżał mnie do niej. Wreszcie jest ten dzień - wychodzę z Hali Krupowej, na rozgrzewkę jest Polica. Zejście do Krowiarek, bilet BgPN i zaczynam. Upalny dzień, prawie samo południe. Idę wolno, ale rytmicznie. Serce bije, ale nie tak szalenie jak w 2017 i 2018. Pot się leje, ale to bardziej z upału niż wysiłku. Mam czas by zrobić zdjęcia w miejscach gdzie drzewa się przerzedzają i mam czas żeby wychwycić dawne słupki graniczne między nazistowskimi Niemcami a Słowacją, które są użyte jako ... schody na szlaku.(D jak Deutschland - okupowanej Polski nie było na mapie i S jak Slovensko).




Wyprzedza mnie rodzinka - rodzice 40+ i dziewczynka 11-12 lat. Biegnie jak kozica, tatuś dziarsko kroczy i wymijają mnie. Ale jakoś wiem, że na szczycie będę przed nimi. I rzeczywiście - po chwili mijam ich zziajanych na odpoczynku a na szczycie mój spokojny rytm okazuje się efektywniejszy niż ich zrywy i częste postoje.




Na szczycie dalej jest ładna pogoda. Są oczywiście kłębiaste chmury "baby" (to od nich wzięła się nazwa góry). Jest oczywiście chłodniej niż na Krowiarkach (pamiętajcie o tym gdy idziecie na zachód słońca!).

Schodzę do schroniska w Markowych Szczawinach. Nic nie boli, nic nie doskwiera. Babia Góra zdobyta w dobrej formie i tym razem nie kaprysiła z pogodą. Po kolacji decyduję się więc wejść jeszcze raz - na zachód słońca. Plany trochę krzyżuje mi narastający konflikt  o lepsze miejsce w żołądku między plackiem po węgiersku a sernikiem... Pogodzenie obu zajmuje mi trochę czasu i zdaję sobie sprawę, że na szczyt Diablak nie zdążę. Ale przecież Mała Babia jest szczytem zachodnim - z Markowych bliżej, a widok prawie ten sam - a nawet lepszy, bo z przełęczy Brona widzę Diablak skąpany w czerwieni (i jestem jedynym widzem!).




Jestem przygotowany na chłód (po zachodzie momentalnie robi się zimno) i ciemność (zejście do Markowych jest przez las). Przerobiłem "czołówkę" na "biodrówkę" - szlak znam, w zasadzie nie da się z niego zejść, a ważniejsze jest dobrze widzieć kolejny krok żeby nie potknąć się o wystający kamień czy korzeń. I tu napada mnie refleksja - jeśli wiemy dokąd w życiu idziemy, nie musimy mieć widoczności po horyzont, wystarczy światło na kolejny krok. Jak mówi autor Psalmu 119:
Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim.


Na koniec - następny dzień to Hala Miziowa. Wchodzę wieczorem na szczyt Pilska na zachód słońca. A kolejnego ranka jeszcze raz na spektakl pt "Wschód Słońca" - i wtedy Babia Góra występuje w głównej roli żeńskiej.



Potem jest jeszcze przymglony w upalny dzień widok z Baraniej Góry.