Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babiogórski Park Narodowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babiogórski Park Narodowy. Pokaż wszystkie posty

19 sie 2020

GSB - Etap 17: Szczyt Dnia - Babia Góra

Tytuł Szczytu etapu 17 należy się oczywiście Babiej Górze, najwyższym szczycie na szlaku, Królowej Beskidów.

Abyś mógł, drogi Czytelniku i Czytelniczko, zrozumieć to co dalej napiszę, muszę się cofnąć sporo lat wstecz. 40 lat życia spędzone głównie na siedząco. W szkole byłem klasowym "grubaskiem", potem nie było lepiej. Praktycznie zerowa aktywność fizyczna. Były oczywiście pojedyncze wypady w czasie urlopów - góry mnie fascynowały - ale każda Barania Góra, Śnieżka czy Pilsko kończyły się zakwasami.

4 lata temu różne wydarzenia w życiu, w tym wypadek, spowodowały przestawienie jakiejś wajchy w mózgu i zacząłem regularnie chodzić po górach. 1-dniowe wypady w soboty, potem doszły wyjazdy na 3-4 dni (ale zawsze z bazą, więc każdy dzień wędrówki trzeba liczyć oddzielnie). Forma poprawiała się, kilogramów ubywało i góry zaczęły sprawiać coraz większą przyjemność. Nie, nie biegam w górach. I nie, nie przejdę 50km w górach. +30km to dla mnie dużo (ale możliwe).

I teraz wrócę do Babiej Góry. Pierwsze wejście 3 lata temu ze Slanej Vody, z dość liczną grupą. Dobra pogoda na dole, ale gdzieś na wysokości kosodrzewiny zaczęło mocno padać, temperatura spadła o dobre 15 stopni a na szczycie była taka mgła i było tak zimno, że nawet na fotkę nie mieliśmy ochoty. Przy schodzeniu mięśnie nad kolanami odmówiły współpracy i noga dosłownie mi się złożyła - nie była w stanie mnie utrzymać. Przyjaciele pomogli, jakoś doturlałem się na dół.

Drugi raz dwa lata temu. Lepsza pogoda, ale znowu dopadł nas deszcz. A gdzieś nad przełęczą Brona dostałem bolesnych kurczów łydek. Da się z tym iść, ale przyjemność wędrówki gdzieś znika między kolejnymi "auć".

Mamy rok 2020. Postanowiłem przejść GSB i oczywiście trzeba się zmierzyć z Babią Górą. Idąc od wschodu, pierwszy raz pojawiła się daleko na horyzoncie z pasma Jaworzyny Krynickiej. I każdy dzień wędrówki przybliżał mnie do niej. Wreszcie jest ten dzień - wychodzę z Hali Krupowej, na rozgrzewkę jest Polica. Zejście do Krowiarek, bilet BgPN i zaczynam. Upalny dzień, prawie samo południe. Idę wolno, ale rytmicznie. Serce bije, ale nie tak szalenie jak w 2017 i 2018. Pot się leje, ale to bardziej z upału niż wysiłku. Mam czas by zrobić zdjęcia w miejscach gdzie drzewa się przerzedzają i mam czas żeby wychwycić dawne słupki graniczne między nazistowskimi Niemcami a Słowacją, które są użyte jako ... schody na szlaku.(D jak Deutschland - okupowanej Polski nie było na mapie i S jak Slovensko).




Wyprzedza mnie rodzinka - rodzice 40+ i dziewczynka 11-12 lat. Biegnie jak kozica, tatuś dziarsko kroczy i wymijają mnie. Ale jakoś wiem, że na szczycie będę przed nimi. I rzeczywiście - po chwili mijam ich zziajanych na odpoczynku a na szczycie mój spokojny rytm okazuje się efektywniejszy niż ich zrywy i częste postoje.




Na szczycie dalej jest ładna pogoda. Są oczywiście kłębiaste chmury "baby" (to od nich wzięła się nazwa góry). Jest oczywiście chłodniej niż na Krowiarkach (pamiętajcie o tym gdy idziecie na zachód słońca!).

Schodzę do schroniska w Markowych Szczawinach. Nic nie boli, nic nie doskwiera. Babia Góra zdobyta w dobrej formie i tym razem nie kaprysiła z pogodą. Po kolacji decyduję się więc wejść jeszcze raz - na zachód słońca. Plany trochę krzyżuje mi narastający konflikt  o lepsze miejsce w żołądku między plackiem po węgiersku a sernikiem... Pogodzenie obu zajmuje mi trochę czasu i zdaję sobie sprawę, że na szczyt Diablak nie zdążę. Ale przecież Mała Babia jest szczytem zachodnim - z Markowych bliżej, a widok prawie ten sam - a nawet lepszy, bo z przełęczy Brona widzę Diablak skąpany w czerwieni (i jestem jedynym widzem!).




Jestem przygotowany na chłód (po zachodzie momentalnie robi się zimno) i ciemność (zejście do Markowych jest przez las). Przerobiłem "czołówkę" na "biodrówkę" - szlak znam, w zasadzie nie da się z niego zejść, a ważniejsze jest dobrze widzieć kolejny krok żeby nie potknąć się o wystający kamień czy korzeń. I tu napada mnie refleksja - jeśli wiemy dokąd w życiu idziemy, nie musimy mieć widoczności po horyzont, wystarczy światło na kolejny krok. Jak mówi autor Psalmu 119:
Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim.


Na koniec - następny dzień to Hala Miziowa. Wchodzę wieczorem na szczyt Pilska na zachód słońca. A kolejnego ranka jeszcze raz na spektakl pt "Wschód Słońca" - i wtedy Babia Góra występuje w głównej roli żeńskiej.



Potem jest jeszcze przymglony w upalny dzień widok z Baraniej Góry.


9 sie 2020

GSB - Etap 18: Babia Góra - Hala Miziowa

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Zaczynam w schronisko PTTK Markowe Szczawiny, czyli idąc ze wschodu za Babią, ale Babia Góra, najwyższy szczyt całego GSB, zasługuje na miejsce w tytule posta.


Teraz wędrówka GSB nabierze innego odcienia - z wyzwania stanie się kończeniem zadania. Raz, bo kulminację mam już za sobą, a dwa - będę szedł szlakami dobrze mi znanymi z wcześniejszych wędrówek.

Dzisiaj na dwa etapy dołączy do mnie Богдан - kompan z 4 wcześniejszych etapów w Beskidzie Niskim. Dojedzie do Korbielowa Kamienna i wyjdzie żółtym szlakiem na Beskid Krzyżowy gdzie się spotkany. Cieszę się z perspektywy towarzystwa po tygodniu samotnej wędrówki i przy okazji Bogdan dostarczy mi zapas batoników Dobra Kaloria Na resztę mojej wędrówki a w niedzielę gdy pojedzie do domu, zabierze niepotrzebne już drugie spodnie i ciepłą bluzę. 

Śniadanie w Markowych jest o 8:00. Za późno dla mnie. Wychodzę bez, o 7:15. Po drodze zabieram babiogórską wodę z wykapu na szlaku. Przyda się, dzień zapowiada się gorący. 


Pierwsze km, do Mędralowej, schodzą mi bardzo szybko. Potem zaczyna doskwierać upał. Docieram do bazy Gluchaczki. Robię zdjęcie tabliczki informującej, że do Ustronia pozostało tylko 90km. I tak właśnie pomyślałem i - „tylko„. A przecież jeszcze 4 lata temu albo 20kg temu nawet nie pomyślałbym o przejściu takiego dystansu. 


Tak się zrobiłem z siebie dumny, że zamiast skręcić w lewo jak wskazuje znak, poszedłem prosto przed siebie, drogą. Z zadumy nad moim „osiągnięciem” (GSB po 40 latach praktycznie zerowej aktywności fizycznej), ocknął mnie dopiero asfalt. Przecież jedyną drogę asfaltową miałem przekroczyć na Przeł. Glinne! Trzeba wracać, 20min pod górkę i w słońcu... Pycha chodzi przed upadkiem jak pisze biblijny król Salomon...


Wracam na szlak, po drodze uzupełniam wodę w bazie Jaworzyna i za chwilę spotykam się z Bogdanem. Pomijając, że jest ode mnie ponad 20 lat młodszy, dwie głowy wyższy i w przeciwieństwie do mnie, od dziecka wysportowany - moglibyśmy być braćmi ;-). Mamy te same koszulki „Kocham Gory” z widokiem na Morskie Oko. 

Mamy do pokonania małe ale strome wzniesienie a potem już schodzimy na Przełęcz Glinne. Teraz wspinaczka na Halę Miziową. I myślę siebie „dobrze że czerwony nie wchodzi na Pilsko”. Ale potem, po kolacji i lodach (!), idziemy na Pilsko podziwiać zachód słońca. Mało tego, wejdziemy również następnego dnia przed świtem na wschód słońca. 

Po odejściu naszego czerwonego GSB od Słowackiego niebieskiego szlaku, znajdujemy suto zastawiony stół z jagodami. Nie trzeba się schylać, wystarczy sięgnąć ręką. No to sięgamy. Aż palce i usta mamy fioletowe. I tu znowu przychodzi na myśl cytat z Salomona - „znalazłeś miód, jedz tyle ile trzeba abyś się nim nie przejadł i nie zwymiotował”. Ta złota zasada umiaru dotyczy także jagód, więc przerywamy ucztę i idziemy dalej. 



Jeszcze tylko krótkie podejście pod Miziową i możemy się meldować w schronisku. Mój telefon nawet pamięta hasło WiFi. Ale post z relacją musi poczekać (piszę dzień po, z Węgierskiej Górki) jemy obiad, dodajemy sobie kalorii lodami (pierwszy raz na moim GSB!) i kawą. Tak wzmocnieni bierzemy coś ciepłego, latarkę czołówkę i idziemy na spektakl „zachód słońca z Pilska”. Pierwsza opcja, czyli kopiec tuż na Halą Miziową okazuje się złym wyborem z uwagi na uciążliwe towarzystwo świętujące wieczór kawalerski. Niektórzy z panów ledwie stoją na nogach i budzą obawę czy zejdą do schroniska o własnych siłach - ale to nie nasz problem. Wspinamy się na szczyt (graniczny, zachodni) i zaraz się zacznie. 

A było tak:
 





Podsumowanie:

Data przejścia: 08.08.2020
Długość: 25,2km
Mój czas przejścia: 9:10h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 1348m
Szczyt dnia: Mędralowa 1169m n.p.m.

<<< Etap 17 ---------- Etap 19 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

7 sie 2020

GSB - Etap 17: Hala Krupowa - Babia Góra

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Metą jest Schronisko PTTK Markowe Szczawiny, ale Babia Góra, najwyższy szczyt całego GSB, zasługuje na miejsce w tytule posta.

Wreszcie Babia Góra. Potem wędrówka GSB nabierze innego odcienia - z wyzwania stanie się kończeniem zadania. Raz, bo kulminację będę miał za sobą, a dwa - będę szedł szlakami dobrze mi znanymi z wcześniejszych wędrówek.

Dzień zaczął się o ... północy. W schronisku była grupa młodych ... hm, raczej nie turystów, powiedzmy imprezowiczów, którzy weszli na Krupową na ognisko. Wiata jest daleko od budynku, więc nikomu nie przeszkadzali. Ale jakoś po północy zimno im się zrobiło i impreza przeniosła się do budynku. Muzyka, śmiechy i wulgaryzmy - chyba zapomnieli zabrać Kulturę z domu (albo nigdy jej tam nie było). 

Jakoś zasnąłem i wstałem przed świtem. Trochę od schroniska jest rozległa hala i mały szczyt. Warto wstać by oglądać stamtąd takie widoki...




Jestem sam i wschód słońca, kiedy nagle słychać „k.... jaki za....sty widok”. Aha, u młodych towarzyszy jakiś romantyzm się obudził... Powiem tak - mam kolegę Ukraińca, dwa lata w Polsce i jego zasób przymiotników do opisania wschodu słońca w j. polskim jest zdecydowanie obfitszy. 

No dobra, wystarczy narzekania na młodzieży chowanie. W ramach rekompensaty ze strony pokolenia 20-latków później na szlaku spotkam fantastycznych młodych plecakowiczów na GSB do Wołosatego. 

Dzień zapowiada się upalny i taki będzie. Chwilę zastanawiam się czy skoro już tak wcześnie wstałem, to czy nie ruszać od razu. Ale po drodze nie mam perspektywy śniadania, więc czekam do 8:00, zamawiam mega jajecznicę z 4 jajek i kawę i ruszam 8:45. 

Przed zejściem na Krowiarki muszę się wspiąć na Policę (uwaga - to jest TA Polica a nie TE Police). 


Trochę żal mi tej góry - z 1369m n.p.m. jest wyższa od Halicza, Radziejowej, Turbacza i Baraniej a nie jest szczytem „pielgrzymkowym”. Dobrze dla mnie - jestem sam. Mam czas na pogadankę z dwójka młodych GSB-owiczów (dobrze, że są, zacierają nieprzyjemne wrażenie po swoich rówieśnikach ze schroniska) oraz „góralem” z Zielonej Góry - pan w bojówkach i flanelowej koszuli (ilu takich zostało na szlakach?), który wyrwał się od codziennej rutyny i idzie przed siebie (wariacja nt GSB). Doradziłem mu, że skoro nie musi iść czerwonym, to niech podjedzie busem z Jordanowa do Rabki i wędruje po Gorcach zamiast po asfalcie między ww miastami. 
 
A Policę uhonoruję - zostanie szczytem dnia poprzedniego. Nagnę moje zasady ale Polica zasługuje na własny post. 

Jest upalnie, ale w lesie przyjemnie - poza muchami. Spryskuje się sprayem na kleszcze i jego miętowy zapach odstrasza wszystkich amatorów potu na mojej skórze. 

Idę wolno. Może przez upał, a może do Królowej Beskidów nie wypada wpaść w biegu? Zwykle mój czas jest ok 10% lepszy od czasów podawanych przez mapa-turystyczna.pl ale dzisiaj będzie inaczej. Do Markowych dojdę w 7:20h. 


Dochodzę do Krowiarek. Parking wyglada pesymistycznie. Ale dzięki późnemu wyjściu poranna fala już wyszła (i jeszcze nie zdążyła wrócić). Jest sporo ludzi, ale nie są to dzikie tłumy. Trudno wszystkim mówić „dzień dobry”, pozdrawiam tych ubranych bardziej wędrówkowo niż spacerowo oraz osoby +60. A także rodziców z maluchami - podziwiam mamusie i tatusiów, którzy swoje pociechy wnoszą, holują i w każdy inny sposób wpajają im miłość do gór. Jednej mamie niosącej dwulatka mówię, że to wyczyn większy niż przejście GSB. 

Idac w górę zwracam uwagę na dawne słupki graniczne wykorzystane jako stopnie. Opiszę je w jutrzejszym poście

No i wreszcie Ona. Królowa. Daję sobie czas na spotkanie sam na sam, trochę pod szczytem gdzie trwa audiencja generalna. Teraz wypada zamilknąć. 







Przy zejściu do Markowych Szczawin trochę dotyka mnie cień mgły, ale to tylko takie przypomnienie, że to Królowa dyktuje warunki w sali tronowej. Po chwili chmura znika i znów jest słonecznie. W sam raz by iść jeszcze raz pod górę na zachód słońca. 



Podsumowanie:

Data przejścia: 07.08.2020
Długość: 16,6km
Mój czas przejścia: 7:20h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 1075m
Szczyt dnia: Babia Góra, 1725m n.p.m.
Literka sponsor odcinka: B, oczywiśćie, że B jak Babia Góra i jak całe Beskidy

<<< Etap 16 ---------- Etap 18 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.