Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przysłop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przysłop. Pokaż wszystkie posty

10 sie 2020

GSB - Etap 20: Węgierska Górka - Stożek

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Богдан wrócił do domu, ostatnie 2 dni znowu samotnie. Jestem w "domu" - Beskid Śląski to ten najbliższy i najbardziej mi znany. Etap długi, po znanym terenie, będzie nużący. Liczę na dobre widoki z Baraniej Góry.


Idę z Górki (Węgierskiej) pod Górę (Baranią). Długie podejście a potem spacerowo (gdyby nie upał) na Stożek.

To mój drugi najdłuższy etap, druga największa suma podejść i drugi najbardziej upalny dzień. Zapowiada się ciężko. Robię więc sobie plan B - jeśli będzie bardzo źle, dojdę do Kubalonki i przełożę sobie 8km na ostatni, krótki dzień. Nie będzie suspensu - plan B nie będzie potrzebny. 

W Pensjonacie Melaxa śniadanie specjalnie dla mnie o 6:30 (normalnie od 7:00). Dziękuję! Solidna jajecznica na boczku, trochę sera i kawa. Pani dziwi się, że nie chcę pieczywa. Chleb zapycha a nie wiele mi daje. Wolę porcję protein. 

6:55 wychodzę z Melaxy, 7:00 start lotny na rondzie w Węgierskiej Górce. Na chwilę zatrzymuje mnie aleja zbójników - to tacy żołnierze wyklęci z XVIII-XIX wieku.... chyba...




Ranek przyjemny, ale zapowiada upalny dzień. Przekraczam most na Sole - umownej granicy między Beskidem Żywieckim a Śląskim - i jestem prawie w domu ;-)

Wspinam się lekką leśną ścieżką. Czytam uważnie komunikat o budowie S1 - ale droga pójdzie tunelem, szlak nie jest zagrożony. Trzeba oczywiście uważać na pojazdy budowy, ale w poniedziałek rano jest jeszcze pusto. 




Miałem zamiar kupić jabłka w Węgierskiej Górce. Za późno, nie będę wracał. Trochę jestem zły na siebie. Ale po chwili znajduję miejsce gdzie przychodzi mi znana melodia z repertuaru Jana Kiepury, tylko słowa moje:

Borówki, Malinki ja wszystkie was Jeżynki...
Smakować chcę...

Na prawdę mam wszystko - ostatki malin (jakie słodkie!), pierwsze jeżyny (trzeba wybierać te dojrzałe) i borówki na wyciągnięcie ręki. Potem jeszcze kupię od leśnych zbieraczy jagody. Bóg jest dobry, daje nam tyle witamin w lesie. 

Na Hali Radziechowskiej spotykam wędrowców na GSB - ojciec (41 lat) z synem (14 lat). Fantastyczna sprawa! Idą na „dziko”, bez noclegów. Życzę powodzenia!


Potem zamieniam parę słów z panem zbieraczem. Szczęść Boże! No i teraz czekam mnie ... Skrzyczne czy Barania? ;-) Oczywiście czerwony idzie na Baranią Górę (ale Skrzyczne jest wyższe!). 




Jestem na odkrytym terenie i po porannym chłodzie nie ma śladu. Robi się bardzo gorąco. Ale dziękuję Bogu za słońce - szlak w pewnym momencie idzie jarem który wyglada jakby tu rzeka płynęła. A potem, pod szczytem Baraniej, jest wąska ścieżka wycięta w krzakach - gdyby padało i wiało byłbym tam zdany na łaskę i niełaskę pogody. 




Dochodzę na Baranią Górę - ostatni „tysięcznik” na moim GSB. Wieżę sobie daruję, widok znam. Szukam cienia. Jest kłoda drzewa, jest cień. Siadam i ściągam buty i skarpetki. Jaka ulga!  Patrzę na zegarek - jest 11:15. Czyli pomimo upału wyprzedzam czas z mapy o 45min. Ten nadrobiony czas spędzę na odpoczynku tu i później - ostatecznie dojdę w 10:15h. 





Pora iść. Po drodze na Przysłop zabieram wodę z wykapu Czarnej Wisełki - prawie ze źródeł Wisły (są trzy początki - Biała i Czarna Wisełka oraz Malinka - która jest prawdziwym źródłem Wisły jest przedmiotem sporów). Dla mnie bez różnicy - woda jest dobra i przyjemnie zimna. 2l starczą mi aż na Stożek. 



Teraz znajomy teren - szedłem tędy tuż przed GSB. Z ulgą wchodzę do lasu poniżej Przysłopu.  Nawet błoto nie nie przeszkadza (tu w odróżnieniu od Beskidu Niskiego „rzucają kłody pod nogi” i błoto nie stanowi wyzwania). 

Docieram do Kubalonki - dobry czas, jest przed 15:00. Nawet się nie zastanawiam - idę dalej, plan B nie jest potrzebny. Gdybym tu zatrzymał na obiad, potem byłoby ciężko z motywacją!

Las od Kubalonki w stronę Stożka pamietam jeszcze z czasów wycieczek szkolnych (30 lat temu!) i późniejszych wypraw (20kg temu!). Niezmiennie pachnie żywicą, niezmiennie szlak jest zryty zrywką drzew (ile można ścinać jeden las?) i niezmiennie w obniżeniach gromadzi się woda koloru zielonego. 

Po drodze jeszcze Kiczory - szczyt graniczny z Czechami (pierwsze dotknięcie tej granicy - jutro większość szlaku będzie wzdłuż granicy). Pod szczytem formacja skalna której nie pamiętam... i kapelusz zgubiony przez Włóczykija. 


 


Wreszcie schronisko - pustawe. Mam dwójkę z łazienką tylko dla siebie. Ostatnie schronisko i ostatni nocleg na moim GSB. Jutro zejście do Ustronia, na koniec Równica (oj, nie będzie mi się chciało jeszcze tam po zejściu z Czantorii...) i czerwona kropka. Koniec i kropka. 

 


Podsumowanie:

Data przejścia: 10.08.2020
Długość: 32,6km
Mój czas przejścia: 10:15h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 1692m
Szczyt dnia: Barania Góra, 1220m n.p.m.
Literka sponsor odcinka: Ś jak Beskid Śląski

<<< Etap 19 ---------- Etap 21 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

26 lip 2020

Istebna - Przysłop


Zawożę tatę na wczasu do Wisły i mam ok 6godz - wieczorem dla wczasowiczów mam prelekcję ze zdjęciami z Izraela. Szkoda dnia, potrzebna trasa do przejścia. Długo mi nie zajęło - nawet udało mi się skonstruować taką, której jeszcze nie przeszedłem (fragmenty tylko). 


Zanim dotrę na szlak, trzeba poradzić sobie z korkiem na niekończącym się remoncie drogi w Wiśle. Od pierwszego zwężenia (przejazd kolejowy na granicy Ustronia i Wisły) do ronda Malinka/Głębce jadę 40min. No cóż, mogło być gorzej. Zostawiam tatę w Gościejowie i jadę do Istebnej. Parkuję na wygodnym parkingu w Zagroniu (przy kompleksie narciarskim). Dla niezmotoryzowanych jest dobra wiadomość - jeździ tam Wispol (przystanek Istebna Olza).


Zmieniam buty (żeby potem do auta ubrać niezabłocone) i ruszam na moją pętlę. Jeśli jadę na 1 dzień, jadę autem, więc z konieczności muszę wrócić na parking. I ciekawostka - moje pętle zawsze zaczynam tak jak rondo - wchodzę na szlak w prawo, a potem konsekwentnie skręcam w lewo aż do dojdę do miejsca startu. :-)


Kieruję się w stronę Pietraszonki. Początkowo (dość długie początkowo) szlak wiedzie asfaltem. Z jednej strony mogę iść szybko (mam limit czasowy ze względu na wieczorne obowiązki), z drugiej kto lubi asfalt w gorący dzień... Jest i "trzecia strona" - moją dzisiejszą trasę da się łatwo przerobić na tylko asfaltową, co może mieć znaczenie dla rodziców z małymi adeptami wędrowania. 


Oferowane na szlaku widoki dość długo ograniczają się do kolejnych siół Istebnej oraz miejscowej fauny, ale czasem warto obejrzeć się za siebie.


Kolejne skrzyżowanie (dalej asfalt) i konsekwentnie idziemy na Pietraszonkę.



Na Piertaszonce znajduje chatka studencka. Nie jest to oficjalne schronisko, ale zawsze można tam liczyć na herbatę. Ja nie wchodzę, idę dalej zielonym szlakiem. Koniec asfaltu, wchodzę w las. I niespodzianka - w odróżnieniu od moich ostatnich przepraw przez błota Beskidu Niskiego, tu jest sucho. To znaczy, jak ktoś przyjedzie z miasta to będzie rozczarowany "suchością" szlaku, ale dla osób, które ostatnio przeszły 240km w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, docenią zdecydowanie mniejszą "błotnistość".


Dochodzę do miejsca, gdzie w lewo odbija czarny szlak. Wiele osób błędnie uważa czarny szlak za najtrudniejszy. Tu prostu jest to łącznik z czerwonym szlakiem, który pozwala skrócić moją pętlę. Mnie jednak skrót nie interesuje i dochodzę do skrzyżowania z niebieskim i żółtym. Od tego momentu idę szlakiem niebiesko-zielonym, aż do Schroniska PTTK na Przysłopie.


Na stokach Baraniej Góry są już jagody. Ale mało i małe. Poczęstowałem się.


Dochodzę do Przysłopa. Zdjęcie poniżej nie przedstawia schroniska (które jest dużym brzydkim budynkiem), ale chatkę pod nim - jeśli mamy więcej czasu, jest tam niewielkie muzeum.


Do samego schroniska nie wchodzę. Nie mam maseczki, a Przysłop jest popularnym i łatwo dostępnym schroniskiem, więc w sobotnie wczesne popołudnie są tam tłumy.


Krótki odpoczynek na moje ciasteczka owsiano-bananowe (przepis na końcu tego posta) i przez chwilę rozważam szybki wyskok na Baranią. Do tego miejsca szedłem ok 50min szybciej niż sugeruje mapa, więc mam zapas czasowy. Ale decyduję, że nie starczy na Baranią. Nie lubię biegać, a tym bardziej po górach, a zwłaszcza w upalny dzień na zatłoczonym szlaku. Będę na Baraniej w sierpniu, w ramach realizacji Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzę i teraz spora część mojej trasy wiedzie właśnie czerwonym GSB.

Dla mnie góry to obcowanie z naturą, niezbędny wysiłek fizyczny jako balans do pracy siedzącej (przy okazji, trudno uwierzyć, ale 40 lat życia głównie przesiedziałem, w góry regularnie chodzę dopiero 4 lata - bagaż mniejszy o 15kg ma tu spore znaczenie!). Jest też drugi aspekt - jestem osobą ciekawą świata i lubię się dowiadywać nowych rzeczy. Żona mówi, że znam mnóstwo nikomu niepotrzebnych faktów :-) Dzisiaj na szlaku łapię kolejne - czytam o szlaku Habsburgów (charakterystyczną literkę H w koronie znajdziecie na wielu szlakach w Beskidzie Śląskim), czytam tabliczkę o szlaku kultury Wołoskiej i wreszcie dowiaduję się o programie "Owca +" :-)




Szlak dochodzi do Stecówki, gdzie znajduje się ładny drewniany kościół. Oraz Schronisko - nieczynne.


Szlak czerwony ponownie wchodzi w las. I tutaj mamy trochę błota. Ale spokojnie przejdziemy suchym butem. W wielu miejscach na podmokłą ścieżkę rzucone są kłody pod nogi - te kłody pomagają w przejściu.


Schodzę na Szarculę i gdy widzę znak poniżej, wiem, że jestem za daleko - całe 50m za daleko :-)
Żeby wrócić do Istebnej, muszę iść żółtym w przeciwną stronę. Wracam 50m i bez trudu znajduję szlak.


Teraz już tylko szybki marsz, głównie drogą. Mój czas przejścia to 4:50 (brutto, łącznie z postojami).


Na koniec podziękowanie dla ekipy Power Canvas za ekspresowe dostarczenie t-shirtów. Mam już całą kolekcję "Kocham Góry" (dla czytelników mojego bloga jest rabat 20%).