Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty

5 sty 2021

Cztery Strony Giewontu

Nowy Rok to dobry czas na zmiany. Blog Włóczykijów przenosi się na nową platformę - TravelFeed.io. Nowoczesny interfejs, lepiej pokazywane zdjęcia, nowe możliwości integracji. 

Blogspot będę utrzymywał - wszystkie dotychczasowe posty zostają, z czasem będą migrowane. Nowe posty publikowane tylko na TravelFeed, a tutaj przez jakiś czas będą linki

Zapraszam do lektury noworocznego artykułu na nowej platformie - Cztery Strony Giewontu.






28 gru 2020

I'm dreaming of a white Christmas...

Widok z Hali Ornak w kierunku południowym

 ... śpiewał Bing Crosby. Ja nie marzyłem, tylko zorganizowałem dwa wyjazdy w białe tatrzańskie doliny. W sobotę 26.12 20km pętla Dolina Chochołowska - Iwaniacka Przełęcz (1459m n.p.m.) - Dolina Kościeliska i powrót na parking w Chochołowskiej. W niedzielę 27.12 lekki spacer Doliną Kościeliską (ok. 13km). Nie zdecydowałem się jednak na ofertę zatrudnienia do odśnieżania parkingu i skorzystania z hotelu dla pracowników. W oba dni wczesna pobudka i jazda do Zakopanego, po południu powrót. W poście obie wycieczki połączę - zwróćcie uwagę na różnicę w zdjęciach. W sobotę padał śnieg i tylko na chwilę wyjrzało słońce. W niedzielę natomiast była piękna wyżowa, acz mroźna pogoda i bezchmurne niebo.

Sobotnia wyprawa była międzynarodowa - polsko-ukraińska. Ekipa dobra, więc trasę jak wyżej pokonaliśmy w 5:20, w tym przerwa w schronisku na Hali Ornak. Od rana padał śnieg, na szczęście niezbyt intensywny. Pierwsze kilometry wzdłuż Doliny Chochołowskiej pokonaliśmy dość szybko - widok jak niżej, a po ubitym śniegu dobrze się szło.

Dolina Chochołowska

Dolina Chochołowska

Skręciliśmy w lewo na przełęcz Iwaniacką. Długi odcinek pokonywaliśmy jako pierwsi - wytyczając ślady w śniegu. Śnieg dobry do chodzenia - sypki, nie mokry, mniej więcej po kostki. Szlak nie wymagał nakładania raczków - były cały czas w plecakach.

Przełęcz Iwaniacka

Przełęcz Iwaniacka

Na przełęczy przestał padać śnieg, zaczęło się przejaśniać, a po wyjściu z schroniska na Ornaku nawet na chwilę widzieliśmy niebo. Ale widoków szczególnych nie było - te pogoda podarowała nam następnego dnia. Dla porównania dwa zdjęcia schroniska - pierwsze w sobotę, drugie w niedzielę.

Schronisko na Hali Ornak

Schronisko na Hali Ornak

W tym miejscu zakończę relację z sobotniej wędrówki - po przerwie w schronisku poszliśmy w dół Doliną Kościeliską a następnie na parking na Siwej Polanie. 

Teraz przenosimy się do niedzielnej wędrówki. Zaprosiłem przyjaciół i trasa z założenia była spacerowa. Rano u wylotu Doliny Kościeliskiej powitał nas solidny mróz -12C i bezchmurne niebo. Doszliśmy do schroniska, potem jeszcze kawałek w stronę przełęczy Iwaniackiej i z powrotem. Zamiast opisywać spacer, pokażę zdjęcia. Piękna, mroźna, bezchmurna zima i Tatry. Było przepięknie!

Dolina Kościeliska (wszystkie zdjecia poniżej):









Pod koniec dnia temperatura wzrosła, dał się odczuć wiatr z południa a na sam koniec widzieliśmy wał chmur nadciągający od Słowacji. Bezchmurna pogoda trwała tylko jeden dzień - wstrzeliliśmy się idealnie!

27 gru 2020

Rok 2020 na zdjęciach - Wrzesień

  Rok 2020, pomimo, że inny niż wcześniejsze lata, był dla mnie wyjątkowy. Chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tylu kilometrów ile w tym roku. I oczywiście w rezultacie mam sporo zdjęć. Podjąłem próbę podsumowania roku zdjęciami - po jednym na miesiąc. Zdjęcia można podejrzeć na moim blogu na PeakD lub Publish0x. W obu 12 zdjęć i minimum komentarza (opisy w j.angielskim; przy okazji - ten drugi blog płaci za czytanie, warto się zarejestrować)

Tu postanowiłem wybrać po 3 zdjęcia na każdy miesiąc i trochę więcej o nich napisać. Posty będą publikowane przez ostatnich 12 dni roku.

Poprzednie miesiące:

Zdjęcie miesiąca

Wrześniowe zdjęcie miesiąca wybrałem bez zastanowienia. Kandydat jest tylko jeden. I to zdjęcie byłoby moim faworytem w głosowaniu na moje zdjęcie roku. Wielki Staw Polski, widziany z podejścia na Szpiglasową Przełęcz.

Urodzinowa wędrówka z Siostrą #2 (oj, przegoniła mnie po Tatrach...) i cudowny prezent - piękna pogoda i wspaniałe widoki. Zdjęcie pokazuje fantastyczne kolory skał i wody. A odbicie chmur w jeziorze jest obłędne. Pełny opis i więcej zdjęć w relacji z tej wyprawy. 

Wielki Staw Polski widziany z podejścia pod Szpiglasową Przełęcz

Zdjęcia na podium

Na podium września trafiają również zdjęcia Tatr. Tym razem jednak wykonane z oddali. Pierwsze to Tatry widziane z Klimczoka w upalny dzień. Drugie to efekt pobudki grubo przed świtem i jazdy na Ochodzitą by podziwiać wschód słońca. Warto było!

Tatry, widok z Klimczoka

Tatry, widok o świcie z Ochodzitej



20 gru 2020

Rok 2020 na zdjęciach - Luty

Rok 2020, pomimo, że inny niż wcześniejsze lata, był dla mnie wyjątkowy. Chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tylu kilometrów ile w tym roku. I oczywiście w rezultacie mam sporo zdjęć. Podjąłem próbę podsumowania roku zdjęciami - po jednym na miesiąc. Zdjęcia można podejrzeć na moim blogu na PeakD lub Publish0x. W obu 12 zdjęć i minimum komentarza (opisy w j.angielskim; przy okazji - ten drugi blog płaci za czytanie, warto się zarejestrować)

Tu postanowiłem wybrać po 3 zdjęcia na każdy miesiąc i trochę więcej o nich napisać. Posty będą publikowane przez ostatnich 12 dni roku.

Poprzednie miesiące:

Zdjęcie miesiąca

Luty był dla mnie miesiącem z dwoma sobotami w Dolinie Chochołowskiej. Zabrałem najpierw mamę, potem tatę (oboje mają kłopot z chodzeniem) na spacer doliną do schroniska i z powrotem. Oboje dali radę. Oba weekendy z fantastyczną zimową scenerią i przyjemną wyżową pogodą. Trudno wybrać najlepsze zdjęcie :-)

Dolina Chochołowska, Tatry

Zdjęcia na podium


Dolina Chochołowska, Tatry


Rok 2020 na zdjęciach - Styczeń

Rok 2020, pomimo, że inny niż wcześniejsze lata, był dla mnie wyjątkowy. Chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tylu kilometrów ile w tym roku. I oczywiście w rezultacie mam sporo zdjęć. Podjąłem próbę podsumowania roku zdjęciami - po jednym na miesiąc. Zdjęcia można podejrzeć na moim blogu na PeakD lub Publish0x. W obu 12 zdjęć i minimum komentarza (opisy w j.angielskim; przy okazji - ten drugi blog płaci za czytanie, warto się zarejestrować)

Tu postanowiłem wybrać po 3 zdjęcia na każdy miesiąc i trochę więcej o nich napisać. Posty będą publikowane przez ostatnich 12 dni roku.

Zdjęcie miesiąca

12 Apostołów, Australia

Na zdjęcie stycznia wybrałem "12 Apostołów" - grupę kilku (ośmiu a nie dwunastu!) skał wyrzeźbionych przez wiatr i wodę. Skały znajdują się u południowych wybrzeży Australii, w stanie Victoria. W erze przed Covidem dużo podróżowałem służbowo i w styczniu miałem delegację do Melbourne. Dwa tygodnie pracy, ale pomiędzy nimi weekend do dyspozycji. Wykorzystałem go maksymalnie. Zapraszam do lektury relacji z wycieczki wzdłuż Great Ocean Road.

Zdjęcia na podium

Styczeń zaczął się z wysokiego C. W sylwestrowe popołudnie 2019 poszedłem na piechotę do Siostry #2 (14km, 2:09h). Wypiliśmy po kieliszku wina, zjedliśmy lody i powstał pomysł, żeby Nowy Rok zacząć w górach. Generalnie muszę mieć wszystko zaplanowane, ale trochę spontanu nie zaszkodzi. Wróciłem do domu autobusem, poszedłem spać o 22:00 (!), w Nowy Rok wstałem o 4:00, pojechałem z powrotem po Siostrę #2 i pomknęliśmy pustymi drogami do Palenicy Białczańskiej. Na parkingu byliśmy o 8:00. Puściutko. Poszliśmy nad Morskie Oko - po drodze minęło nas może dwóch narciarzy. Bajka! A pogoda i sceneria - fantastyczne. 

Zamarznięte Morskie Oko i Mięguszowieckie Szczyty

W styczniu miałem też okazję być służbowo w Barcelonie. I trzecie zdjęcie stycznia będzie stamtąd. Nocna panorama miasta ze wzgórza Tibidabo. Dobra pogoda zdjęciowa - chłodno - i fantastyczny widok na światła Barcelony i ciemną linię brzegową i pierwsze brzaski wschodzącego słońca.

Barcelona o świcie, widok z Tibidabo


24 paź 2020

Czerwone Wierchy

Kozica na Ciemniaku

 Czerwone Wierchy wcale nie były czerwone, 4 dwutysięczniki w jeden dzień, Giewont bez kolejki, kozice, śnieg i chmury - dużo jak na jeden jesienny dzień w Tatrach.

Robert vel Traper i ja planowaliśmy Czerwone Wierchy od pewnego czasu. We wrześniu nam nie wyszło, ten weekend zapowiadał się nieźle. Ale niestety słoneczna pogoda zmęczyła się po całym tygodniu i w sobotę postanowiła ustąpić chmurom. Dzień i tak był przyjemny, a my mamy powód by na Czerwone wrócić bezchmurnym niebie.

Wyjazd wcześnie rano - 4:30 - to dla nas nie nowość i nie problem. Na parking w Kirach dojeżdżamy przed 7:00 (parkingowy już czuwa i kasuje 30zł) i  o 7:05 przekraczamy bramkę TPN. Trasa wg Mapy Turystycznej wymagająca, prawie10h marszu..W rzeczywistości - choć do biegaczy nie należę, czasy mamy takie:

  • 9:20 Ciemniak (pierwszy z 4 Czerwonych Wierchów)
  • 11:45 Giewont
  • 14:15 powrót na parking

Czyli w sumie 7:10h. A Robert - gdyby na mnie nie czekał, miałby ok. 6h. Może to pogoda - chłodny, chmurny dzień, może czasy na szlaku są liczone na gorsze warunki. W każdym razie rzadko zdarza mi się tak duża różnica między czasem z mapy a faktycznym.

Widok z szlaku na Ciemniak

No dobrze, zostawmy rozważania czasowe. Pogoda niestety nie pozwoli na podziwiania klasycznych Czerwono-Wierchowych widoków. Wiemy o tym, spodziewamy się nawet deszczu. Były małe przebłyski, ale z drugiej strony deszcz tylko trochę pokropił. Ruszamy zielonym szlakiem w dolinie Kościeliskiej, by po chwili skręcić w lewo na czerwony, prowadzący na Czerwone Wierchy.

Czerwone Wierchy przy chmurnej pogodzie są żółtawe

Pierwszym z Czerwonych Wierchów, idąc od zachodu jest Ciemniak (2096m n.p.m.). Jest zimno, wietrznie i jesteśmy w chmurze. Na szczycie zastajemy stado kozic, które chyba są przyzwyczajone do turystów, bo bez problemu pozwalają podejść i robić zdjęcia.


Kozice na Ciemniaku

Idziemy dalej, na kolejny Wierch - najwyższą z nich, Krzesanicę 2122m. Na podejściu i zejściu jest trochę śniegu. Jest ślisko, ale bez dramatu. To chyba jednak ostatni moment na przejście bez raków.

Krzesanica, widok z Ciemniaka

Na mapie kolejne szczyty wydają się być daleko, ale w rzeczywistości są blisko siebie. Następny za Krzesanicą jest Małołączniak, 2096m n.p.m. Tu mamy najgorsze warunki, widać tyle co na załączonym obrazku...

Małołączniak w grupie Czerwonych Wierchów

I na koniec Kopa Kondracka, najniższa z Czerwonych Wierchów, ale łapie się do katalogu dwutysięczników - 2005m n.p.m. Tu na moment po stronie słowackiej przejaśnia się i mam piękny widok na plamę słońca. Z drugiej strony - mleko.

Początkowo planowaliśmy 4 Czerwone Wierchy, z opcjonalnym, zależnym od czasu i warunków, wejściem na Giewont. Dla obu nas to byłby pierwszy raz w życiu na tej kultowej górze (a nasza średnia wieku to 50+ ...). Czasu mamy dużo, warunki rewelacyjne nie są, ale też nie są złe - wiatr nie jest silny, deszcz nie pada, pogoda jest "bezwidokowa", ale stabilna. I przede wszystkim - prawie nie ma ludzi. Do Przełęczy Kondrackiej spotykaliśmy pojedynczych górołazów. Nie ma dyskusji, idziemy na Giewont (1895m n.p.m.). Zostawiamy czerwony szlak (którym dalej można dojść na Kasprowy) i idziemy żółtym na Kondracką przełęcz i dalej niebieskim na Giewont.

Droga na Giewont z Kopy Kondrackiej

Giewont jest sporo niższy od Czerwonych Wierchów, ale bardziej skalisty i trudniejszy. Na każdym ze szczytu Czerwonych jest mnóstwo miejsca, na Giewoncie "kupa kamieni" (oj, mój nauczyciel geografii z liceum byłby oburzony...). Nie wyobrażam sobie co się dzieje na Giewoncie w sezonie, gdy trzeba stać w kolejce na wejście i zejście.

Tu trochę prywaty - ze względu na małą aktywność fizyczną przez pierwsze 40 lat życia - i przez to małą zwinność, mam lekką awersję do łańcuchów. Nie jest to panika, ale zabierają mi trochę czasu. Zejście jest zawsze gorsze od wejścia. Dobrze, że nikt za mną nie popędza i nie pcha się - mogę spokojnie z nimi sobie poradzić.

Krzyż na Giewoncie, zdjęcia z zejścia

Nie wiem co takiego jest w Giewoncie, że co lato słyszymy o kolejkach na wejście, że każdy kto jest w Zakopanem musi go "zaliczyć". Może to najwyżej położona samowolka budowlana w Polsce, może bliskość Zakopanego, może legenda o śpiącym rycerzu i charakterystyczny kształt. Dołączam do grona tych co "zaliczyli" Giewont i nie mam zamiaru tam wracać - a na pewno nie w pogodzie, która gwarantuje tłumy.

Widok na Czerwony Wierchy spod Przełęczy Kondrackiej

Po Giewoncie wracamy na przełęcz Kondracką, skąd czerwonym szlakiem schodzimy na przełęcz w Grzybowcu. I ten fragment dzisiejszej trasy - pomimo, że prowadzi w dół - zmęczył mnie najbardziej. Bardziej niż długie wejście na Ciemniak, bardziej niż Giewont. To chyba przez mokre i wyślizgane kamienie, trudno złapać rytm, co chwilę trzeba uważać gdzie postawić nogę.

Szlak czerwony z przełęczy Kondrackiej

Na koniec skręcamy w lewo na czarny szlak "reglowy", którym dochodzimy do doliny Kościeliskiej i dalej zielonym na parking. Robi się ciepło, kurtki, rękawiczki i czapki lądują w plecaku i możemy podziwiać tatrzańską jesień.



Na Czerwone Wierchy wrócę przy pogodzie pozwalającej nacieszyć się bajecznymi widokami. 

Data przejścia: 24.10.2020

Czas przejścia: 7:10h

13 wrz 2020

Szpiglasowy Wierch

Wielki Staw Polski z podejścia pod Szpiglasową Przełęcz

Moje wędrowanie po górach zaczęło się 4 lata temu. Siostrę #2 wciągnąłem 2 lata temu, podczas wyprawy "Tatry w poprzek" z Łysej Polany do Tatrzańskiej Polanki. O ile ja lubię wszelkie góry, a przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego w bieżącym roku to moje najlepsze wakacje w życiu, o tyle Siostra #2 zakochała się w Tatrach i w innych górach czuje się jakby zdradzała swoją miłość. Kiedy więc umawiamy się na urodzinową (we wrześniu kończymy łącznie 82 lata!) siostrzano-braterska wyprawę. oczywiste jest, że muszą być Tatry. Siostra chciała Jagnięcy Szczyt (Vysoke Tatry), ale ja optuję za czymś łatwiejszym. Zgadzamy się na Szpiglasowy Wierch (2172m n.p.m.), a plan jest taki:

Wyjeżdżamy wcześnie. Ale korek na Zakopiance i przede wszystkim przed parkingiem na Łysej Polanie kosztują nas ponad godzinę. Bramkę TPN przekraczamy dopiero o 9:45. Ludzi sporo, na asfalcie do Morskiego Oka jest to oczywiste, ale także na zielonym szlaku od Wodogrzmotów Mickiewicza w górę podąża strumień ludzi.

Chcemy szybko przejść odcinek asfaltowy i siostra narzuca ostre tempo. Takie, że pierwszy postój robimy dopiero nad Wielkim Stawem Polskim, 2h od bramki TPN - a wg mapy ten odcinek zajmuje 3 godziny.

Po drodze Siklawa - i to jest moje pierwsze zdjęcie. Nawet udaje się stanąć (na chwilę) tak, żeby nie było nikogo w kadrze.


Na podejściu pod Wielki Staw Polski wyciągam kijki, co spotyka się ze złotą myślą siostry
Kijki w górach są jak popcorn w kinie - przeszkadzają w odbiorze spektaklu
No cóż, stukanie kijków o kamienie może być faktycznie denerwujące...


Przy Wielkim Stawie Polskim, w miejscu odejścia żółtego szlaku (Zagon Niżni) zatrzymujemy się na zasłużony odpoczynek. Banan i czekolada. Ludzi mniej, wysokość odfiltrowała tłumy, ale dopiero w okolicach Niżniego Soliska zaczynamy regularnie pozdrawiać innych turystów - wcześniej byłby to nieprzerwany słowotok "dzieńdobryczesćdzieńdobryhej".

Idziemy najpierw niebieskim szlakiem, mając Wielki Staw po lewej, potem stopniowo podchodzimy żółtym szlakiem. Koniec szybkiego marszu, jest czas na podziwianie widoków. Co parędziesiąt metrów wydaje mi się, że akurat z tego miejsca Wielki Staw wygląda wyjątkowo pięknie i trzeba zrobić zdjęcie.





Pogoda jest idealna - ok. 20st. W miejscach nasłonecznionych ciepło, ale nie upalnie, w cieniu gór chłodniej, ale nie zimno. Niebo jest zachmurzone, ale to tylko poprawia efekty zdjęciowe.



Pod Szpiglasową Przełeczą czeka nas niespodzianka - kolejka przed łańcuchami. Nie lubię łańcuchów (wynik siedzącego trybu życia przez 40 lat..), ale te nie sprawiają mi większych problemów. Ale cieszę, się, że wchodzimy a nie schodzimy. Dla mnie wejście po łańcuchach jest zdecydowanie łatwiejsze, to taka łamigłówka. Zejść zdecydowanie unikam. 


Nie mam dużego doświadczenia, ale łańcuchy pod Szpiglasową nie są większym wyzwaniem. Jest tylko jeden moment zawahania. Nawet w dwóch miejscach pomagam innym. Szkoda tylko, że ten odcinek jest dwukierunkowy - schodzący nie patrzą na tłum czekający na wejście. A wystarczyłoby pomyśleć, przepuścić wchodzących (których jest zdecydowanie więcej). Wspólnie z siostą trochę kierujemy ruchem, ale nie wiele to daje. Jakieś 45min musimy tam odstać. Pomimo tego w kolejce panuje dość miła atmosfera, pytamy się na wzajem "na górze papier toaletowy rzucili?" :-)


Ze Szpiglasowej Przełęczy (2110m n.p.m.) rozpościera się przepiękny widok. 



Siostra nie daje mi jednak długo nacieszyć się widokami i pogania na szczyt. Dopiero tam siadamy na skałach, jemy pysze kanapki made by sis, i podziwiamy majestat Tatr. Z jednej strony Kozi Wierch i pasmo Zawratu, z drugiej Morskie Oko i budzący szacunek Mnich, z pasmem Rysów i Mięguszowieckich szczytów. 



Na Szpiglasowy wniosłem kamyczek znaleziony w ogrodach Kapias w Goczałkowicach Zdr. Kamyczek bierze udział w FB-owej akcji "#kamyczki". Ludzie malują płaskie kamyczki, zostawiają na nich hashtag i swój kod pocztowy i zbierają w świat. Dla kamyczków to jedyna szansa w życiu na zobaczenie świata. Mój z Goczałkowic zawędrował na Szpiglasowy Wierch. Jeśli go znajdziesz, zbierz dalej, niech podróżuje. Przed zostawieniem zrób zdjęcie, umieść na FB i oznacz hashtagiem #kamyczki.



Zostawiamy majestatyczne widoki (i kamyczek) i schodzimy nad Morskie Oko. Schronisko oczywiście omijamy szerokim łukiem i bardzo szybko idziemy w dół. Wyprzedzają nas tylko bryczki. Na bramce TPN meldujemy się o 17:45, czyli równe 8h od rozpoczęcia szlaku. Mapa podaje 9:17h... 




Dzięki Siostra #2!

Podsumowanie:

Data: 12.09.2020
Długość: 23,4km
Suma podejść: 1531m
Suma zejść: 1531m
Mój czas przejścia: 8:00h (liczę brutto, łącznie z postojami)