Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunajec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunajec. Pokaż wszystkie posty

12 lis 2020

Zakliczyn - małe miasto z dużym rynkiem

Od kilku lat, w ramach Klubu Włóczykijów organizuję listopadowe wycieczki w dzień rocznicy odzyskania niepodległości. W poprzednich latach był spacer wokół Ojcowa oraz wędrówka w masywie Rycerzowej w Beskidzie Żywieckim. W tym roku udajemy się na Pogórze Rożnowskiej i Ciężkowickie.

Zaczęliśmy od Skamieniałego Miasta w Ciężkowicach i wizyty w Chatce Włóczykija w Jamnej. Na obiad i deser odwiedzamy Zakliczyn. Zakliczyn to małe miasteczko na Pogórzu Rożnowskim, nad Dunajcem. Może pochwalić się największym, poza Krakowem oczywiście, rynkiem w woj. małopolskim. 

Do miasteczka trafiamy o 13:00 i wizytę w Zakliczynie zaczynamy od... pizzy. Pizzeria znajduje się w budynku ratusza, więc parkujemy przy Rynku, który niestety jest w remoncie. Z powodu pandemii nie możemy jeść w środku, bierzemy więc pudła i idziemy na... miejscowy stadion, gdzie przy trasie rowerowej Velo Dunajec jest wiata, która nam służy za restaurację.

Budynek Ratusza na Rynku w Zakliczynie

Po pizzy ruszamy na zwiedzanie. Naszym przewodnikiem jest 12-letni Piotrek, siostrzeniec jednej z uczestniczek wycieczki. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak sporo wie o swoim mieście i jego historii - rodach Melsztyńskich, Jordanów, Tarłów i Lanckorońskich. Najpierw udajemy się na ulicę Mickiewicza, gdzie zachowała się dawna zabudowa Zakliczyna - szereg drewnianych ale podmurowanych domów. Część z nich została odnowiona. Ulica nie jest skansenem - w domach mieszkają obywatele Zakliczyna i znajdują się punkty usługowe.


Drewniana zabudowa starego Zakliczyna

Moją uwagę przykuwa niepozorny budynek z XIX, w którym kiedyś znajdowała się miejscowa szkoła podstawowa. Na ścianie budynku znajduje się zegar słoneczny, który niestety nie działa, bo dzień jest pochmurny. W słoneczne dni zegar prawidłowo wskazuje godziny oraz miesiące.

Dawna szkoła podstawowa w Zakliczynie z zegarem słonecznym

Zegar słoneczny na ścianie dawnej szkoły podstawowej w Zakliczynie

Zegar nie jest zabytkiem, został wykonany w 1973r z okazji 500 rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika. Nad zegarem znajduje się łaciński napis "SINT IN SIGNA ET TEMPORA ET DIES ET ANNOS" co jest cytatem z Biblii, z Księgi Rodzaju 1:14 kończącym zdanie o stworzeniu słońca i księżyca aby "były znakami dla oznaczania pór, dni i lat".

Od szkoły podstawowej przewodnik Piotrek prowadzi nas do kościoła pw. św. Idziego. Jest to barokowy, bogato zdobiony wewnątrz kościół parafialny.

Tablica poświęcona hr. Lanckorońskiemu, jednego z właścicieli Zakliczyna

Ambona w kościele św. Idziego w Zakliczynie

Kolejnym etapem jest kościół franciszkanów, w którym na suficie znajdują się freski namalowane przez Jacka Malczewskiego. Niestety do kościoła nie możemy wejść, pozostaje fotka zrobiona przez oszklone drzwi wewnętrzne. 

Wnętrze kościoła franciszkanów w Zakliczynie

Od kościoła franciszkanów jedziemy na drugą stronę Dunajca, do Melsztyna, gdzie na wysokiej skarpie nad Dunajcem znajdował się średniowieczny zamek. Znajdował, bo do naszych czasów dotrwały jedynie ruiny donżonu. Zamek przetrwał wiele lat i przeżył niejedno oblężenie. Został zniszczony przez wojska rosyjskie w czasie Konfederacji Barskiej w 1770r. Obecnie w ruinach trwają prace zabezpieczające i wygląda na to, że donżon będzie odtworzony.



Ruiny zamku w Melsztynie k/ Zakliczyna

Ruiny są dostępne, a schody i barierki pozwalają wejść na środkowy poziom wieży, skąd potencjalnie roztacza się przepiękny widok na dolinę Dunajca. Potencjalnie, bo dzień jest bardzo pochmurny i wiele nie widać.



Widok na dolinę Dunajca z ruin zamku w Melsztynie k/ Zakliczyna

Na koniec przewodnik Piotr opowiada, że podobno spod zamku prowadzi tunel pod Dunajcem, który wychodzi w klasztorze franciszkanów. Nie próbujemy sprawdzać. 

6 sie 2020

GSB - Etap 12: Literka Sponsor - "S"



Sponsorem etapu 12 zostaje literka „S” jak Sądecki Beskid, Słowacja (tu trochę naciągam, jest blisko ale o Słowacji będzie przy okazji etapu granicznego z Babiej na Miziową) oraz Szlak Partyzantów. 

Wschód słońca na Hali Łabowskiej

Beskid Sądecki wyraźnie zaznacza się na GSB. Jeśli idziemy od wschodu, tak jak ja, to po szczycie Wołosań (1047m n.p.m.) w Bieszczadach przez cały Beskid Niski nie ma żadnego „tysięcznika”. Pierwszym jest Jaworzyna Krynicka 1114m n.p.m. ale też całe jej pasmo utrzymuje poziom. 

Widok z Jaworzyny Krynickiej

Potem schodzimy do głębokiej doliny Popradu w Rytrze i po drugiej strony mamy pasmo Radziejowej 1262m n.p.m.  

Po drodze oraz z wieży na jej szczycie mamy imponujący widok na Tatry, Pieniny, Gorce i Babią Górę  

Widok ze schroniska na Przehybie

Wędrówkę po Beskidzie Sądeckim kończymy schodząc do doliny Dunajca w Krościenku. 

Widok na Krościenko z podejścia pod Lubań. Beskid Sądecki po lewej  

Podczas moich trzech etapów w Beskidzie Sądeckim zwróciłem uwagę na liczne znaki i pomniki upamiętniające partyzantów z II Wojny Światowej. Jesteśmy na Szlaku Partyzantów. Mam zwyczaj czytania napotkanych tablic. Po której kolejnej nasunęła mi się refleksja - może niepoprawna politycznie - o partyzantach z Karpat mało kto pamięta. Czcimy pamięć powstańców warszawskich, a zapominamy o wielu innych bohaterach. Partyzanci tacy jak ci z Beskidu Sądeckiego nie zapisali się „akcją pod Arsenałem”, nie pisali „Kamieni na szaniec” ale suma ich działań w czasie okupacji na pewno ma znaczenie i na pewno warto o nich pamiętać. Powstanie Warszawskie zakończyło się unicestwieniem miasta, partyzantka polowa sprawiała, że okupant tracił dużo sił i środków i nie mógł czuć się bezpiecznie w okupowanej Polsce. 


Dobrze, że na szlaku w Beskidzie Sądeckim ci wielokrotnie bezimienni partyzanci są upamiętnieni. Warto przy pomnikach/nagrobkach/tabliczkach zatrzymać się na chwilę. Chwała Bohaterom!

3 sie 2020

GSB - Etap 13: Literka Sponsor - „D”


Zalegam jeszcze z literką sponsorem etapu 12 - tam będzie „S” i dużo pisania. Etap 13 sponsoruje literka „D” jak Dunajec a konkretniej jak Krościenko nad Dunajcem. 

Dunajec jest chyba jedną z bardziej znanych rzek II rzędu (czyli dopływów rzek wpadających do morza). Spływ tratwami na Dunajcu co roku przyciąga wielu turystów. Część tratw kończy spływ w Szczawnicy, część dociera do Krościenka. Ikoną jest przełom Dunajca przez Pieniny, widziany z Sokolicy. A fani Janosika pewnie znają legendę o jego skoku. 


Dunajec oddziela Beskid Sądecki (część Krościenka na zdjęciach w tym poście - Zawodzie - leży w Beskidzie Sądeckim) od Gorców (centrum Krościenka jest u podnóża Lubania). 


Miałem dzisiaj dużo czasu (etap tylko 12,5km) więc po wypraniu rzeczy z poprzednich trzech dni wybrałem się na zwiedzanie miasteczka. 



Pierwsze wrażenie - nie ma bloków i PRL-owskich uzdrowisk. Ładna, spójna zabudowa, nic nie kłuje w oczy i nie psuje krajobrazu. Przeciwnie, znalazłem wiele perełek. 


Znalazłem ścieżkę edukacyjną, która zaprowadziła mnie od mostu nad Dunajcem na Zawodzie, gdzie pobrałem wodę ze źródeł mineralnych, mijając po drodze szpaler - aleję lipową





Tu muszę ostrzec:
Woda mineralna ze źródeł w Krościenku służy do powolnego popijania. Ja ją potraktowałem jak zwykłą H2O i ... musiałem ratować się Laremidem...


Turystom polecam moją miejscówkę - Galicyjskie Gospodarstwo. Dziękuję pani gospodyni za udzielenie schronienia przed deszczem... moim suszącym się w ogrodzie ubraniom ;-)

GSB - Etap 13: Przehyba - Krościenko

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Dzisiaj krótki, spacerowy dzień. Zaczynam od najwyższego punktu i potem już tylko z górki  - prawie bo po drodze do pokonania małe ale strome wzniesienie Dzwonkówka. Długość (w zasadzie "krótkość") wynika z planowania poprzednich etapów. Jutrzejszy będzie długi, ponad 30km na Turbacz, poprzedni też miał 30lm, więc obawiałem się dodawać 12km. Do Krościenka z Przehyby dotarłem w nieco ponad 3h. 


Nocleg w schronisku na Przehybie. Można powoli zaczynać dzień. Bardzo powoli. Śniadanie dopiero o 9:00 a ja się budzę trochę po świcie. Na dzień dobry taki widok z okna (filtr żywy chłodny - żeby Tatry na zdjęciu były tak wyraziste jak w rzeczywistości. 


Przy śniadaniu spotykam imiennika. Wymieniamy się spostrzeżeniami wędrowców i potem razem zejdziemy do Krościenka. Zawsze wiedziałem, że Marciny to fajne chłopaki. 

Trasa mało widokowa, robię tylko 2 zdjęcia, z czego drugie już przy zejściu do Krościenka. 



Szlak dobrze oznaczony. Trzeba tylko uważać na odejściu niebieskiego do Obidzy, bo drogowskaz trochę zasłonięty. 


Po drodze wpadamy w zakrzywienie czasoprzestrzeni - znak pokazuje Krościenko 1:30h a po 100m już jest 2h. W rzeczywistości godzinka. Drugi ze znaków pokazuje antyczną drogę pra-Słowian w Himalaje. 



W Krościenku jestem tuż po 13:00. Melduje się w mojej bazie (Gospodarstwo Galicyjskie) i tu przydaje się ekstra wolny czas - zgodnie z zaleceniami doświadczonych członków grupy FB Beskidomaniacy, ubrania w plecaku są w wersji minimalistycznej+. Mam więc czas na pranie. Niestety problem z suszeniem - po porannym słońcu nie ma śladu i pada. Jest jednak dość ciepło i gospodyni użycza balkonu, do wieczora powinno wyschnąć. Jestem oczywiście przygotowany na taką okoliczność i mam na jutro świeży komplet. 

Po praniu dalej mam dużo wolnego czasu więc wykorzystuje go na obiad - po raz pierwszy od trzech dni jem coś innego niż schroniskowe pierogi. A potem zwiedzam urocze miasteczko


Zwiedzanie kończę nabierając wody mineralnej ze źródła. Są dwa, biorę do jednego bidony Stefana a do drugiego Michalinę. Jak się później okaże - błąd, z którego ratuje mnie Laremid. Ta woda zdecydowania nie służy do picia w celu uzupełniania płynów...



Zdjęcia ze zwiedzania Krościenka będą w poście literki sponsora - D jak Dunajec. 


Jutro wczesne wyjście - mam 32km na Turbacz. No i będzie na mokro - przez noc i rano ma padać.  Trudno, trzy dni były w słońcu, to teraz trochę w deszczu. Jutro wieczorem buty już nie będą wyglądać tak...



Podsumowanie:

Data przejścia: 03.08.2020
Długość: 12,5km
Mój czas przejścia: 3:10h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 306m
Szczyt dnia: nie notowany. Najwyższy punkt był no name

<<<  Etap 12 ---------- Etap 14 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.