Analytics

English blog

Snufkin - my blog in English

Hello English speakers , My blog is in Polish and it will stay that way. You can use the Google translate widget provided. This said, I have...

5 sie 2020

GSB - Etap 15: Turbacz - Skawa

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Dzisiaj będzie ciekawie - początek z wysokiego C (w zasadzie z wysokiego... T - Turbacza), potem w dół a na koniec zagwozdka jak poradzić sobie z przejściem Zakopianki - bo oficjalnie szlak tam jest zamknięty. 


Na śniadanie - widok z schroniska pod Turbaczem. Tzn byłby gdyby nie chmura - uruchamiam więc wyobraźnię i studiuję grafikę przyklejoną na oknie. 
Trochę żal, ale jak się później okaże, taka pogoda to błogosławieństwo. 

Do przejścia mam 24km i to w dół. Czasu dużo, wychodzę dopiero o 8:50. Pada. A w zasadzie nie pada, tylko jestem w chmurze i wilgoć kondensuje się na ubraniu. Tak będzie aż do zejścia do Rabki. Po chwili od wyjścia Turbacz - najwyższy dzisiaj szczyt
I tu pierwszy benefit pogody - jest klimatycznie. Na samym szczycie wiało nieprzyjemnie, ale po zejściu ok 100m robi się bloga cisza. I pomimo wilgoci nie jest przenikliwie zimno. Ludzi mało - pozdrowienia dla Magdaleny, obiecałem pozdrowić jej córkę, która właśnie rusza z Ustronia na GSB. Hm, tylko w zasadzie jak ją poznam? ;-)

Po drodze krzyż nagrobny - miał tu miejsce wypadek lotniczy. Więcej w poście o Gorcach.
Bacówka Maciejowa (prawie ją pomijam - przy zejściu z Turbacza skręt do niej nie jest oznaczony. Żurek i herbata (ale na zewnątrz - w środku nie można) i idę dalej. 
Tuż przed Rabką zaskakuje mnie kamień z epitafium - przeczytajcie sami komu jest poświęcone!
Schodzę do Rabki, ściągam stuptuty i składam kijki. I tu zdaję sobie jak dobrze, że jest chłodny dzień (ale nie pada) - muszę przejść przez Rabkę, a w upale to żadna przyjemność. Idę więc zadowolony i wdzięczny za pogodę. 

Po drodze widzę reklamę pralni i coś mi mówi, że klientów chyba nie mają za dużo.... ja bym na pewno nie skorzystał ;-)
Przechodzę obok parku i wpadam na rewelacyjny pomysł - moja miejscówka na dzisiejszą noc to agro w Skawie, kto wie jak tam z jedzeniem - i zachodzę do „Prosty Temat” naprzeciw parku zdrojowego. Zamawiam sałatkę i sok z świeżo wyciskanych owoców - niezbędna suplementacja witamin po jedzeniu schroniskowym. 

Przez Rabkę idę wolno i znalazłem ... św Mikołaja. Wygląda na to, że Rabka konkuruje ze Smyrną i Rovaniemi! 

Szlak wiedzie dalej przez Rabkę - więcej w osobnym poście, dzisiejszy etap będzie sponsorować literka A jak Asfalt. Dobrze oznaczony i dobrze poprowadzony - wychodzi na Skomielną Białą i Zbójecką Górkę. 

I teraz hit dnia - przejście przez S7. Szlak zamknięty ale dzięki wiedzy nabytej po drodze od innych wędrowców (i Apce mapa-turystyczna.pl która ładnie pokazuje obejście) radzę sobie bez problemu. Dokładnie opiszę w wspomnianym powyżej „A jak asfalt”, ale żeby nie trzymać moich drogich czytelników w niepewności szybki przepis:

- tam gdzie tabliczka że nie wolno, skręcamy w lewo i od razu w prawo - przechodzimy wiaduktem starej DK7 nad S7
- zaraz za wiaduktem przechodzimy przez rów odwadniający 
- idziemy wzdłuż płotu ekspresówki i skręcamy w lewo jak tylko zobaczymy stary znak szlaku
(Wersja dla leniwych - idź DK7 aż do znaku granicznego gminy Lubień i przed nim w lewo)
Proste?

Po tej przeszkodzie szlak idzie przez ... dżunglę. I znowu dobrze, że jest chłodno - mam bluzę z długim rękawem i długie spodnie, dzięki temu niestraszne mi pokrzywy sięgające 1,6m. Chyba tędy chodzą tylko zapaleńcy GSB, bo roślinność wdziera się na ścieżkę. Znakarze o tym wiedzą bo znaki (świeżo) pomalowane bardzo gęsto. 
Na koniec jeszcze przejście łąki nad Skawą - i tu znowu pomaga apka z GPS. Nie dajemy się nabierać licznym polnym ścieżka idącym w lewo - idziemy uparcie prosto, przez dwa zagajniczki, i skręcamy w lewo dopiero gdy znak tak mówi. Do Skawy (drogi) trafiam bez problemu. 

Ale na koniec niespodzianka - byłem przekonany, że moja miejscówka - Agro Handzlówka - jest tuż przy szlaku. Niestety pomyliłem Handzlówkę z Hanuszówką i muszę pokornie spytać Google o drogę. Mam dodatkowe 20min i znowu doceniam brak upału. 

Wreszcie baza, prysznic, pranie (pani gospodyni była uprzejma odwirować w pralce, więc wyschnie ładnie). I dobrze że jadłem w Rabce - ze względu na COVID obiadu nie ma, a wracać do miasteczka już nie mam ochoty. Śniadania jutro też nie będzie - poradzę sobie, w drodze na Halę Krupową mam Jordanów i parę wiosek. 

Blog pisany na drewnianej huśtawce w ogrodzie z widokiem. 
A w pokoju królewskie łoże i jeszcze komfort łazienki tyko dla mnie! Robię pranie, a pani gospodyni użycza mi pralki do odwirowania. Genialne, rano pranie będzie suche.


Podsumowanie:

Data przejścia: 05.08.2020
Długość: 23,5km
Mój czas przejścia: 7:10h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 1847m
Szczyt dniaTurbacz, 1310m n.p.m.

<<< Etap 14 ---------- Etap 16 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

4 sie 2020

GSB - Etap 14: Krościenko - Turbacz

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

Po spacerku do Krościenka, dzisiaj dzień będzie długi, 32km na Turbacz. Umownie, bo nocleg w schronisku na Turbaczu, które idąc ze wschodu jest przed szczytem. To chyba najtrudniejszy odcinek mojego GSB - trzeci pod względem długości ale pierwszy w sumie podejść (1847m) - zostawia inne, w tym ten z Babią Górą daleko w tyle. 


Śniadanie o 5:00, 5:50 ruszam z bazy, 6:00 lotny start z mostu w Krościenku. Jest ciepło - pomimo wczesnej pory idę w t-shirt’cie. Ale jeszcze nie zdążyłem wyjść z Krościenka gdy zaczyna padać, zakładam kurtkę. 

Dzień wcześniej zrobiłem rekonesans i idę pewnie. W Krościenku brakuje strzałek kierunkowych. Za mostem na rondzie w prawo, przechodzimy na drugą stronę, przekraczamy potok i następnie pierwsza w prawo - ulica, jakże by inaczej - Lubań. 


Bardzo szybko nabieram wysokości i za chwile oglądam Krościenko z góry. Mam na jednym zdjęciu Beskid Sądecki, Pieniny oraz Gorce. W tych ostatnich biegnie cała moja trasa. 


Po chwili dopada mnie cień mgły - najpierw łagodnie otula, po chwili ostry i chłodny. Trzeba zmienić ubranie - po raz pierwszy na GSB druga warstwa i jeszcze kurtka. I tak do Lubania. 



Zatrzymuję się na  chwilę przy „grzybku” i studiuję tablicę ze szczytami które mógłbym oglądać gdyby nie chmura. Później, w paśmie grzbietowym Lubania uda mi się zobaczyć Tatry ale mocno zachmurzone i na zdjęciu nie widać dobrze. Tu trzeba wrócić w weekend w środku Złotej Polskiej Jesieni. Już planuję ;-)

Idę dalej. Deszcz ustaje, a w zasadzie jestem już w chmurze, ponad deszczem. I robi się tajemniczo i magicznie. 



Miałem apetyt na widok z wieży na Lubaniu. Ale wieżę najpierw ... usłyszałem a potem zobaczyłem. Chmura z wieży wygląda tak samo jak chmura pod wieżą, więc nie wchodzę. 


Za chwilę pierwsze strome zejście - dopiero tu, po 3 godzinach marszu - rozkładam kijki. I niespodzianka - ostry cień mgły znika i robi się ciepło. Najpierw kurtka a później także druga warstwa lądują w plecaku. Spotykam Mateusza - wędrowca obieżyświata i jakiś czas idziemy razem. 

Mamy widok na Tatry i jezioro Czorsztyńskie. Pogoda nie jest do zdjęć, ale coś udaje się uwiecznić. 



Mateusz schodzi niebieskim do Huby, ja dalej czerwonym idę sam.

Trochę obawiałem się tego odcinka, ale mam dobre tempo. Chyba dzięki chłodnej pogodzie na początku. Na Lubaniu jest po 3:15 od wyjścia a na przełęczy Knurowskiej po 7:15. Całość zajęła mi zaskakujące 9:55h, a spodziewałem się 11-12 godzin. 

Po drodze mijam Studzionki - sioło Ochotnicy, które wchodzi głęboko w masyw Lubania. Jeśli nie chcecie / nie możecie wchodzić od Krościenka, to jest to dobry punkt startu. Można wrócić szlakiem na Lubań albo iść na Turbacz. W tym drugim przypadku nie dajcie się zwieść trasie rowerowej która obchodzi trawersem dwa wzniesienia - droga rowerowa jest owszem łatwiejsza, ale omija dwa fantastyczne punkty widokowe. 




Szlak schodzi ostro w dół - do przełęczy Knurowskiej z drogą asfaltową (i przystankiem PKS) wcinającą się w Gorce i oddzielającą pasmo Lubania od Turbacza. Na przełęczy mogę poznać historię walk w I Wojnie Światowej - przebiegał tu front wschodni. Wielu Polaków walczyło po obu stronach (Rosja i Austro-Węgry) i wielu zginęło w tej bezsensownej wojnie. Ale pamiętajmy, że w tej wojnie wykluła się Niepodległa Polska. Dobrze, że lokalne władze pamiętają i informują turystów. 



Od przełęczy Knurowskiej niewiele pamiętam poza mozołem wspinaczki w upale i smakiem jagód - zbieranych bez schylania się, tuż przy szlaku. Fakt że są tak łatwo dostępne jagody świadczy o „popularności” tego szlaku. I dobrze, mam je dla siebie. 

Na granicy Gorczańskiego Parku Narodowego odwracam się za siebie i widzę Lubań - jak to daleko, ja naprawdę tyle przeszedłem? - oraz teoretycznie Tatry. Mocno zachmurzone. I te chmury idą na Turbacz (oblepiły go gdy piszę ten blog), więc dopijam resztkę wody (ze źródeł mineralnych w Krościenku - smak hmm... specyficzny) i idę żwawo do schroniska. Przed nim Hala Długa, z pięknym - teoretycznie - widokiem oraz prawdziwą bacówką i prawdziwymi owcami (projekt GPNu). Przyjemna miękka trawa i ... odchody owieczek pod nogami. 




Wreszcie schronisko i zasłużony placek po zbójnicku i dobre Gorczańskie piwo. No i oczywiście "widok" z Turbacza (schronisko) się należy... Pogoda z upalnej zmieniła się na mgliście-mżawkową i z planowanego zachodu słońca nic nie wyszło. 




Podsumowanie:

Data przejścia: 04.08.2020
Długość: 31,9km
Mój czas przejścia: 9:55h (brutto, łącznie z postojami)
Suma podejść: 1847m
Szczyt dnia: Lubań, 1211m n.p.m

<<< Etap 13 ---------- Etap 15 >>>

Post w ramach opisu mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego w 2020.

3 sie 2020

GSB - Etap 13: Literka Sponsor - „D”


Zalegam jeszcze z literką sponsorem etapu 12 - tam będzie „S” i dużo pisania. Etap 13 sponsoruje literka „D” jak Dunajec a konkretniej jak Krościenko nad Dunajcem

Dunajec jest chyba jedną z bardziej znanych rzek II rzędu (czyli dopływów rzek wpadających do morza). Spływ tratwami na Dunajcu co roku przyciąga wielu turystów. Część tratw kończy spływ w Szczawnicy, część dociera do Krościenka. Ikoną jest przełom Dunajca przez Pieniny, widziany z Sokolicy. A fani Janosika pewnie znają legendę o jego skoku


Dunajec oddziela Beskid Sądecki (część Krościenka na zdjęciach w tym poście - Zawodzie - leży w Beskidzie Sądeckim) od Gorców (centrum Krościenka jest u podnóża Lubania). 


Miałem dzisiaj dużo czasu (etap tylko 12,5km) więc po wypraniu rzeczy z poprzednich trzech dni wybrałem się na zwiedzanie miasteczka. 



Pierwsze wrażenie - nie ma bloków i PRL-owskich uzdrowisk. Ładna, spójna zabudowa, nic nie kłuje w oczy i nie psuje krajobrazu. Przeciwnie, znalazłem wiele perełek. 


Znalazłem ścieżkę edukacyjną, która zaprowadziła mnie od mostu nad Dunajcem na Zawodzie, gdzie pobrałem wodę ze źródeł mineralnych, mijając po drodze szpaler - aleję lipową





Tu muszę ostrzec:
Woda mineralna ze źródeł w Krościenku służy do powolnego popijania. Ja ją potraktowałem jak zwykłą H2O i ... musiałem ratować się Laremidem...


Turystom polecam moją miejscówkę - Galicyjskie Gospodarstwo. Dziękuję pani gospodyni za udzielenie schronienia przed deszczem... moim suszącym się w ogrodzie ubraniom ;-)