Nie wiadomo kiedy ugruntowała się we mnie opinia, że jeśli człowiek nie ma żelaznej, „górskiej” kondycji, pozwalającej na wędrówkę kilometrami w dół i w wzwyż niosąc przy tym iluś kilogramowy plecak, to nie ma czego szukać na górskim szlaku. Co najwyżej może „zdobyć” sobie szczyt wjeżdżając kolejką lub samochodem i idąc dalej parę metrów zrobić pamiątkowe zdjęcie przy tabliczce z nazwą góry, którą właśnie „zdobył”. Zainspirowana jednak świetnie opracowanymi przez Marcina trasami, które rzekomo miały być przeznaczone na jednodniowe wyprawy dla ludzi, którzy dysponują kondycją co najwyżej „miejską”, postanowiłam pierwszy raz w życiu wybrać się na prawdziwy, górski szlak.
Przewidywany przez Marcina czas przejścia łącznie z odpoczynkami miał zająć ok. 4:30h plus ok. 30 minut na wjazd kolejką. Miałam nieco wątpliwości, bo do tej pory moim szczytem możliwości było zdobycie czwartego piętra w bloku z tylko niewielką zadyszką, ale, jak to się mawia, kto nie ryzykuje, ten nie żyje, kiedyś musi być ten pierwszy raz. Do towarzystwa wzięłam sobie męża, równie niedoświadczonego w temacie jak i ja, spakowaliśmy to, co naszym zdaniem będzie potrzebne i ruszyliśmy w drogę.
Trasa #2 - Szyndzielnia - Klimczok - Wilkowice
![]() |
Deszcz, mgła i przeszklona gondola, czyli widoków wielkie zero, ale przynajmniej chwilowa osłona przed deszczem. |
Sześć minut później znaleźliśmy się na górze i już na własnych nogach ruszyliśmy dalej, darowując sobie wieżę widokową, z której i tak nic nie byłoby widać poza mgłą. Szlak to wygodna, szeroka, choć nieco kamienista droga, łatwa do przejścia praktycznie dla każdego. Już po kwadransie niespiesznej wędrówki dotarliśmy do schroniska na Szyndzielni, a po kolejnych dziesięciu mogliśmy z wielką radością zrobić pamiątkową fotografię pod tabliczką szczytu „Szyndzielnia”.
![]() |
| I oto jest, Szyndzielnia |
Dalej trasa prowadziła nas na Klimczok. Nieco stromiej, sporo błota i kałuż, ale wciąż łatwo, tak więc po 40 minutach, wypełnionych tak chodzeniem, jak i bezustannym zatrzymywaniem się w celu uwiecznienia na fotce kolejnego widoku mgły, drzew, przemierzanej drogi, i siebie nawzajem doszliśmy do celu. Kiedy wreszcie dotarliśmy na Klimczok cieszyliśmy się niczym dzieci z niespodziewanego prezentu, że tu dotarliśmy i jeszcze żyjemy. Mniejsza o deszcz, mgłę, kałuże i tonę kamieni, ludzie, my tu jesteśmy, i jest wspaniale! Czym prędzej wykonaliśmy kolejną pamiątkową fotografię, w końcu takie dokonanie musi zostać uwiecznione dla potomności ;)
![]() |
| Nieco górskiej panoramy, nareszcie! |







